warte uwagi

Ocean dusz, czyli moje spojrzenie na psychoterapię

naklejki-na-szyby-i-okna-old-krecone-schody-z-marmuru-kroki

 

Był taki okres w moim życiu, w którym totalnie nic nie układało się po mojej myśli: moje związki szybko się wypalały, zdrowie pozostawiało wiele do życzenia i ogólnie wszystko było do czterech liter. Krótko mówiąc: miałam doła. Widziałam coraz bardziej beznadziejność mojej sytuacji, a szansa na to, że coś się zmieni, oddalała się ode mnie z każdą sekundą coraz bardziej. Mogłam co prawda liczyć na obecność i wsparcie moich najbliższych oraz oddanej przyjaciółki, ale nie rozwiązywało to problemu. Dawało jedynie chwilowe uczucie ulgi i iskierkę nowej nadziei, która szybko gasła. W pewnym momencie pomyślałam sobie: „a może by jednak pomyśleć o psychoterapii? W końcu lekarze są po to, aby leczyć. Mamy gorączkę – idziemy do lekarza pierwszego kontaktu. Doskwiera nam ból zęba – umawiamy się do stomatologa. A jeśli boli nas dusza?  Na to powinien coś zaradzić psycholog czy psychoterapeuta….” . Niby logiczne, a jednak trochę czasu musiało upłynąć, nim się przełamałam. No bo jak to? Ja przecież jestem zupełnie NORMALNA, zdrowa! Nie jestem wariatem, mam w głowie wszystko poukładane jak trzeba…Tylko życie mnie przerasta, nie cieszy jak kiedyś.

Takie właśnie było moje spojrzenie na psychoterapię w tamtym czasie. Myślałam, że chodzenie na terapie, korzystanie z usług psychologa czy psychiatry – to nic innego jak oznaka ludzkiej słabości, nieporadności, bezsilności. To przegrane życie. Gabinet psychoterapeuty to dobre miejsce dla osoby, która potrzebuje  wysłuchania, zrozumienia, pocieszenia i rady…. W porządku, ale czy nie od tego mamy rodzinę i przyjaciół?. Czy oni nie są w stanie nam tego dać?. Po co od razu do psychiatry? Obnażać się z tak trudnych dla nas spraw przed zupełnie obcym człowiekiem? Co on /ona o mnie sobie pomyśli?….

Wokół psychoterapii krąży wiele mitów. W naszym społeczeństwie dość powszechne jest myślenie, że psychoterapia jest czymś wstydliwym, czego powinno się unikać jak ognia. W przeciwnym razie spotkamy się z niezrozumieniem, odrzuceniem, stygmatyzacją. Znacznie bezpieczniej jest powiedzieć : ” idę do lekarza”, niż: „mam sesje z psychoterapeutą”. Często ludziom wydaje się, że do psychologa czy psychoterapeuty przychodzą głównie osoby „chore psychicznie”, czy uzależnione, ale to nieprawda. W ciągu niecałego roku, kiedy to jeździłam regularnie na sesje psychoterapeutyczne – mogłam się o tym przekonać. Przede wszystkim poraził mnie widok gigantycznych kolejek do specjalisty, odległych terminów. Czyżby w naszym społeczeństwie było aż tak wiele ludzi słabych i „przegranych”?. Kolejnym zaskoczeniem była bardzo, ale to bardzo duża ilość mężczyzn, dla których życiowy bagaż okazał się zbyt ciężki. A przecież facet musi być silny, pewny siebie, zaradny, męski…

Dzięki tamtym doświadczeniom patrzę dziś na psychoterapię w zupełnie innym świetle. Przede wszystkim jestem pełna podziwu dla tych wszystkich, którzy się przełamali i zdecydowali się skorzystać z pomocy psychoterapeuty czy psychologa. Po pierwsze dlatego, że wiem, jakie to trudne. Po drugie dlatego, że decyzja o rozpoczęciu psychoterapii wymaga dużej odwagi i gotowości na wejście w proces, który nie zawsze będzie łatwy. To dla mnie oznaka siły, a nie słabości. Takich ludzi podziwiam i darzę ogromnym szacunkiem. Powiem więcej: uważam, że psychoterapii potrzebuje każdy z nas. Bo całe nasze życie to walka, praca nad sobą i nieustanny rozwój. A właśnie tak rozumiem dzisiaj pojęcie psychoterapii: jako pracę nad sobą. To może być zmiana swych przyzwyczajeń i nawyków, bardziej aktywny tryb życia (jeśli ktoś jest takim leniwcem, jak jak ja). Dla kogoś innego może to być wejście wgłąb siebie, by poznać i zrozumieć własne uczucia, mechanizmy które sterują naszym zachowaniem. To może być  walka z nałogiem, uzależnieniem, lękami, depresją, czy niewłaściwym postrzeganiem siebie itp. Reasumując – uważam, że….

 

 

fc2315eba8998dadc46b638992afec4d

 

 

 

 

 

46 myśli na temat “Ocean dusz, czyli moje spojrzenie na psychoterapię

  1. Praca nad sobą to sens życia, moźe dla siebie? Ale przede wszystkim dla wszystkich , dla świata! Bo świat jest taki jacy jesteśmy my.
    Psychoterapia,cóż to jest duża praca. U mnie spowodowała jej konieczność Dystymia, a może jeszcze coś innego?
    Niestety , nie da się tego wyciąć, a jednak można z tym ( to znaczy ze sobą ) walczyć i moźe wygrać, choć to ostatnie najlepsze z kimś razem , prawda?
    Pozdrawiam i ciesze się że jesteś☺

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Moim zdaniem chore jest jak ludzie chwalą się, że korzystali z pomocy jakiegokolwiek lekarza. Gwiazdy mówią na prawo i lewo jakie to nie są cool, bo mają spotkania z terapeutą. Jest to modne i psychoterauci zarabiają. Myślę, że nie każdy potrzebuje terapeuty, a jeśli już ma iść na tetapię to musi tego chcieć. Pamiętajmy, że terapeutę jak lekarza, można zmienić. Lekiem na kolejki do terautów są w dużej mierze dobre relacje społeczne, o które człowiek współczesny mało dba. I na koniec: terapia to nie jedyna forma rozwoju! Każda znajomość, film, wyjazd rozwija nas i zmienia. Nie dajmy się zwariować jakimś pędem ku doskonałości bo nigdy tacy nie będziemy. Dzięki za wpis! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Psychoterapia jest dobra, jeśli pacjent jej potrzebuje. O ile jest skuteczna, a psychoterapeuta wie jak pomóc, co wcale nie jest takie oczywiste, bo to zawód jak każdy inny i o fachowca w tej dziedzinie – jak w każdym zawodzie – niełatwo. Zgadzam się w pełni z z każdym zdaniem w tym komentarzu. Dorzucę tylko moje spostrzeżenia co do psychoanalizy. Tej wszechobecnej, którą nam fundują różnej maści domorośli psychoanalitycy, najczęściej za pomocą internetu, aczkolwiek nie tylko. Jeśli się nie zgadzasz z poglądami takiego delikwenta, natychmiast zdiagnozuje u ciebie problem 🙂

      Polubienie

    2. Nie ma za co! 🙂 Sama nie wiem czemu, ale już jakiś czas temu nosiłam się z tym wpisem. Dużo myśli na ten temat kłębiło się w mojej głowie. :). Co do lekarzy – pozytywnych doświadczeń nie mam i nie miałam. Pani psychoterapeutka niestety nie była mi w stanie pomóc. Cóż, bywa. Tym lansem gwiazd, ich otwartością i reklamą – w ogóle się nie sugeruję. Aczkolwiek cieszę się, że wiele z nich przyznaję się do problemów osobistych , zwłaszcza depresji, gdyż to odblokowuje zwykłych ludzi takich jak Ty czy ja, odziera z poczucia wstydu. Oczywiście: nie każdy musi lądować w gabinecie u psychoterapeuty – nie to miałam na myśli. Za to każdy powinien pracować nad sobą : swoimi wadami, niedoskonałościami, itp. Powinniśmy robić wszystko, aby stawać się po prostu lepszymi ludźmi. Powinniśmy się rozwijać :). To przesłanie miałam na myśli :).

      Polubione przez 1 osoba

      1. Rozwój☺, byle nie chodziło o bezmyślne przyswajanie wszystkiego co obce a wydaje się ciekawe! Broń Boże multi-kulti. My mamy dążyć do Boskości, poprzez to by być lepszym dla świata , dla innych.
        Tylko tyle. I dawno dostrzegłem że Ty chcesz budzić się jutro lepsza niż dziś.
        Czasem trzeba się cofnąć ale po to by pójść potem dalej. Chcieć to móc, tak mówią ale gdy Twój świat się wali to czasem zbyt trudno samemu
        Choć tak naprawdę nawet najlepszy terapeuta może być tylko asystentem w tym co zrobisz sama, albo z kimkolwiek kto akurat chce Ciebie rozumieć ☺

        Polubienie

            1. Na razie wszystko jest baaardzo O.K. Czasami mam wrażenie, że to sen, z którego nie chcę się obudzić :). Czegoś tak głębokiego doświadczam pierwszy raz w życiu. :). Jutro będę mieć okazję poznać potencjalnego teścia 🙂 (ma akurat urodziny). Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie 🙂

              Polubienie

  3. Lekarz jak każdy, ale ludzie mają fioła na punkcie „nie jestem czubkiem”, a o wizycie u dentysty mówimy swobodnie i nie boimy się, że ktoś stwierdzi, że mamy pewnie popsute bo nie myjemy zębów 👍 W każdym razie dusza też czasem potrzebuje wizyty u specjalisty. Swoja drogą to niedziwne, że tylu facetów chodzi na terapie, przecież przy nas kobietach to nie sposób zwariować 😊😊😊

    Polubione przez 1 osoba

  4. Zgadzam się z tym, że psycholog i psychiatra to tacy sami lekarze jak pozostali i nic w tym wstydliwego gdy – jeśli zajdzie taka potrzeba – skorzystać z pomocy lekarza. Zwłaszcza gdy dopada depresja. Z pewnością znasz podejście medycyny holistycznej do tematu zdrowia człowieka. Organizm, psychika, dusza… gdy jedno z nich szwankuje sypie się reszta. Czy do pracy nad sobą potrzeba terapii? Niekoniecznie. Są schorzenia które wymagają pomocy farmaceutycznej, jak depresja, której większość nie traktuje jak chorobę. Jednym pomoże gdy ktoś z nimi „przegada” problemy – innym nie. Indywidualna sprawa każdego człowieka.
    Kiedyś pewna młoda osoba szukała pomocy psychologa, a właściwie uznano, że musi poszukać, ponieważ zachowuje się niekonwencjonalnie. Wizyty u kilku psychologów = kilka różnych, zupełnie skrajnych opinii. Jak do tego miał odnieść się psychoterapeuta? Psychiatra nie widział żadnych problemów (to aż dziwne), może poza lekkim niedorozwojem umysłowym, a testy na inteligencję wykazały iż ten „idiota”, jak go określali niektórzy IQ ma znacznie wyższe niż wszyscy oceniający.

    Polubione przez 1 osoba

    1. „Kiedyś pewna młoda osoba szukała pomocy psychologa, a właściwie uznano, że musi poszukać, ponieważ zachowuje się niekonwencjonalnie.”. Cytuję, gdyż bardzo ciekawi mnie, jak rozumiecie pojęcie „zachowania niekonwencjonalnego”. Osobiście uważam się za osobę nietuzinkową, w pewnych sytuacjach zachowuję się niekonwencjonalnie, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie: osoby będące świadkami takich zachowań u mnie – są bardziej wyluzowani i radośniejsi. 😀

      Polubienie

  5. Nigdy nie byłam u psychoterapeuty, ale myślę że taka terapia to swoiste odbicie się w lustrze, spojrzenie na siebie z punktu widzenia drugiej osoby. Wiele razy myślałam o tym, żeby skorzystać z takiego wsparcia, ale jednak cały czas mnie coś powstrzymuje. Mam wrażenie, że moje problemy nie są aż tak istotne żeby zwracać się z tym do specjalisty, są przecież ludzie cierpiący na depresję, uzależnieni, tacy którzy przeżyli w życiu traumę, a ja? Moje problemy są przy tym śmieszne i groteskowe. To chyba kwestia przełamania swojego myślenia. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Terapia? To jakies uzmyslowienie sobie tego co o sobie wiesz ale gdzieś to zagłuszasz. Terapeuta jest trzeciorzędny gdy jest to grupa. Czasem nawet przeszkadza!
      Przy indywidualnej może Tobie pomagać, ale tutaj najgorsza jest podejście sztampowe, czyli brak zdolności do rozumienia istoty innego człowieka, ale bez identyfikowanie się z nim , chyba że jest to konieczne.
      Żadne psychotesty Nie są idealne, każdy z nas jest inny i dlatego tylko my, nasze ego, zawarty w nas pierwiastek boski, tylko my sami możemy się wyleczyć, choć wiele nam może pomagać!☺

      Polubione przez 1 osoba

      1. Masz rację, powodzenie terapii z pewnością zależy w większości od nas, od naszego nastawienia, otwartości, a terapeuta to tylko punkt odniesienia. To osba, której można powiedzieć to czego nie powiesz swojemu partnerowi czy partnerce, matce, przyjaciółce, sąsiadowi. To chyba sprawa indywidualna, jednej osobie może bardzo pomóc to co dla innej jest nieskuteczne i bezsensowne.

        Polubione przez 1 osoba

        1. ☺nie zachęcam, ale jeśli trzeba, nie należy się obawiać. Przy czym nie ma spraw błahych, no i sama terapia czasem nie jest zbyt łatwa, zwłaszcza grupowa!
          Ale też uczy , czuć, dostrzegać innych ludzi, zwyczajnie , na ulicy. ☺

          Polubione przez 1 osoba

  6. Ludzie często się wstydzą przyznać że korzystają z pomocy psychologa czy psychiatry, a bywa że właśnie przez ten wstyd, obawę jak zareaguje środowisko, z tej pomocy w ogóle nie korzystają…A to błąd… Żyjemy w czasach które nas wypalają, a depresja jest jedną z najczęściej występujących chorób, coraz więcej się o tym mówi, a mimo to korzystanie z usług specjalistów wciąż w społeczeństwie budzi lęk, niechęć… Od lat przyjaźnię się z psychologiem z wieloletnim doświadczeniem, wiem że takie terapie pomagają, choć wszystko zależy od człowieka, od nastawienia z jakim do terapii przystępuje.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Mało ludzi zna Juorney , jeszcze mniej tak lubi. Ja uwielbiam najbardziej jeszcze ze Stevem Perrym. Poznałem ich w Kaliforni☺
        Obok Deep Purple i Maryllionu (z Fiszem) to dla mnie najlepsza muzyka. Choć od innej nie stronie.
        Dziękuję za życzenia i jak tam „teść”?

        Polubione przez 1 osoba

        1. Miły, uprzejmy, ale zdystansowany . Takie przynajmniej miałam wrażenie. :). Ale spokojnie! najtrudniejszy pierwszy krok, a ten już mam za sobą :). Mnie się po prostu nie da nie lubić. Niektórzy by się o tym przekonać – potrzebują odrobinę więcej czasu :). Co ma być to będzie :). Fish? I like!!!

          Polubienie

  7. Jestem energiczną wesoła kobietą, wszędzie mnie pełno, głośno, każdemu pomogę i znajdę czas. Nie chciałam uwierzyć, że mam trzy główne objawy zaburzeń depresyjnych. Bezsenność, napięciowy ból głowy i brak apetytu, chudnę na potęgę już 39 kg. Poszłam do neurologa w sprawie zespołu cieśni nadgarstka a wyszłam z jeszcze jedna diagnozą i zaleceniem udania się do psychologa. O matko, muszę??!! Córka znalazła zapisał i koniec. Poszłam na dwie wizyty, napłakałam i wiłam się jak węgorz, coby nie iść następnym razem. To nie jest proste. Córka dopilnowała mojego powrotu i dzis jestem jej wdzięczna,. Polecam, jeśli dusz i myśli chore

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ojej, to naprawdę zabrzmiało groźnie! Tyle niepokojących objawów naraz!… Podjęcie decyzji o leczeniu nigdy nie jest łatwe (dobrze, że w Twoim przypadku córka o to zadbała, zmotywowała i dopilnowała. Choroba to nie żaden wstyd, a lekarze są właśnie po to, aby nam pomóc. Warto i trzeba z tej pomocy skorzystać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Witam serdecznie, dziękuje za otwartość i pozdrawiam ciepło
      🙂

      Polubienie

      1. Myślę, że w obecnych czasach, to nawet nie o wstyd na pierwszym miejscu chodzi, tylko o płacz, szarpanie na nowo sobie serca, a Ty już dobrze uklepałaś ból i jak nie mówisz o tym, to jakoś funkcjonujesz. Ja pamiętam jak mówiłam do mojej psycholog, że chciałabym doczekać czasu, że nie będę beczeć u niej w gabinecie. Doczekałam w 7 miesiącu terapii. Jestem jej za wiele bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Cię z zimnego Gdańska

        Polubione przez 1 osoba

  8. Moja rodzina zawsze była „antylekarz” nie z racji poglądów, a raczej… lenistwa. Głównie leczyliśmy się aptecznymi środkami bez recepty. I jakoś to szło. Tylko w naprawdę skrajnych przypadkach odwiedzaliśmy lekarza. A psycholog? O tym nikt nie chciał słyszeć. Nawet nie było wiadomo, gdzie taki ktoś jest. A zresztą: po co? „Depresja to tylko bierze się z nudów” – taki fajny pogląd.
    Nikt w moim domu nie zauważył, że od gimnazjum właśnie to mnie spotkało… Zamykałam się w swoim pokoju, zawsze antyspołeczna, z dala od ludzi. W nocy płakałam zaciskając poduszkę na twarzy, by nikt nie słyszał. Miałam plany… samobójstwa.
    Bałam się komukolwiek powiedzieć, wiedziałam, że nikt nie zrozumie.
    Jakoś się pozbierałam. Sama. Od czasu do czasu wracało, smutek wkradał się podstępem i nie chciał puszczać. Raz lepiej, raz gorzej. Nauczyłam się z tym żyć. I nauczyłam się reagować, dostrzegać symptomy.
    Do psychologa/psychoterapeuty nie poszłam nigdy. Nie widzę już potrzeby. Nigdy nie chciałam brać psychotropów (tak, wiem, że nie zawsze się je bierze), widziałam jak to wpływa na ludzi. Mam znajomego, który od lat się leczy. Bierze tabletki, które tylko go zagłuszają, otumaniają. Myślę, że one wcale nie leczą, tylko sprawiają, że człowiek nie jest w stanie na skrajne działania (samobójstwo). Leczy się x lat i ciągle nie widać efektów. Tylko wątroba siada od tych tabletek.
    Wiem jednak, że jest mnóstwo ludzi, którzy nie dadzą sobie rady samemu. Że potrzebują psychologa/psychoterapii. I tacy ludzie powinni szukać pomocy – to nic złego.

    Ja całkowite uwolnienie otrzymałam dzięki ustawieniom helingerowskim. Jeden weekend, który zmienił mnie całą.

    Stany depresyjne najsilniejsze miałam w skrajnych wydarzeniach mojego życia, przy śmierci bliskich osób. Gdy poroniłam, spodziewałam się nawrotu. Spodziewałam się tego obezwładniającego bólu, chęci samodestrukcji, ogromnego smutku, który nie pozwala wstać z łóżka, nie pozwala nic robić. Mój mąż dostał instrukcje, co ma robić, jak się ma zachować wobec mnie, by nie pogorszyć sytuacji. Byłam gotowa na najgorsze. Wszystkie leki, które mogłabym przedawkować usunięte z domu. Jazda samochodem ograniczona do minimum itd. Przygotowany chlorek magnezu do kąpieli i czekolada (niedobór magnezu to jeden z czynników nasilających stany depresyjne).

    Ale nie przyszło 🙂 Za to u mnie: ogromne zdziwienie. Że coś jest nie tak, że przecież powinnam teraz być wrakiem człowieka… Pozytywne zdziwienie. Piękne zdziwienie. Świat nadal jest kolorowy.

    Nie wiem jak przeżyłabym tę stratę bez ustawień. I czuję ogromną wdzięczność dla prowadzącej i wszystkich uczestników. Do teraz nie do końca rozumiem, co się tam właściwie stało, jakim cudem te dwa dni dały mi takie uwolnienie. Ale to są właśnie ustawienia – nie wszystko da się pojąć rozumem, serce wie.

    Każdy powinien znaleźć taką pomoc, której potrzebuje. Ja nie chciałam się otumaniać lekami, znalazłam ustawienia. Ktoś inny może nie wierzyć w ustawienia – to jednak bardzo związane z duchowością – więc będzie potrzebował psychologa.

    Wszystkim borykającym się z problemami psychicznymi życzę zdrowia i znalezienia najlepszej drogi dla siebie do zdobycia równowagi.

    Pozdrawiam

    Natalia

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s