warte uwagi

Edukacja bez barier, czyli kilka myśli o autyźmie.

 

171116303AUTISM

Jakieś dwa tygodnie temu do mojego miasta rodzinnego przyjechała moja serdeczna koleżanka D. – wspaniała kobieta, żona oraz matka 8- letniego syna Piotrusia cierpiącego na autyzm. Kiedy po raz pierwszy zaprosiła mnie do siebie 3 lata temu, lojalnie uprzedziła mnie o tym, z jakimi zachowaniami jej dziecka mogę się spotkać. Zapewne chciała mi oszczędzić ewentualnego wstrząsu i poczucia niezręczności. Kiedy przestąpiłam próg jej domu, powitały mnie wszędzie porozrzucane klocki oraz biegający i krzyczący wniebogłosy Piotruś. D. spojrzała na mnie ze stoickim spokojem i podsumowała: „Witaj w domu, tak to właśnie wygląda”.

O tym, że ich synek cierpi na autyzm dowiedzieli się dość późno. Dostrzegali pewne niepokojące sygnały, jednak byli pewni, że to przejdzie, bagatelizowali sytuację. Oczywiście – do pewnego momentu. W końcu postanowili iść z Piotrusiem do lekarza. Dokładny wywiad lekarski oraz wyniki badań wykazały jednoznacznie: „państwa syn ma autyzm”. Jak można się domyśleć – diagnoza była trudna do przyjęcia. W głowie D. pojawiło się mnóstwo pytań. Nie tylko „dlaczego nas to spotkało?”, ale również: „jak możemy pomóc Piotrusiowi? „, ” jak go zrozumieć? ” oraz „jak on sobie poradzi w życiu, kiedy nas zabraknie? „. To właśnie to ostatnie pytanie niepokoi D. najczęściej. Mąż niestety tego nie udźwignął. Stał się bardziej wycofany, oddalił się od D. emocjonalnie, choć stara się dbać o D. i Piotrusia jak to tylko możliwe. Piotruś zepchnął męża D. na dalszy plan. Można więc powiedzieć, że cała miłość, troska i odpowiedzialność za dziecko spoczęła właśnie na D.

Nie będę się skupiać na przyczynach tej choroby, jej rodzajach i objawach (wyszła by mi bowiem z tego magisterka z psychologii, a nie o to mi chodzi). Skupię swoją uwagę jedynie na rozwoju dziecka oraz  EDUKACJI, gdyż o tym najwięcej dyskutowałyśmy. Kiedy Piotruś był młodszy – w ogóle nie było z nim żadnego kontaktu. Ani wzrokowego, ani emocjonalnego. Nie można było też nad nim zapanować, ani też przewidzieć jego reakcji. Nie potrafił wyrażać siebie. Nie rozumiany przez otoczenie – najczęściej reagował krzykiem, złością, biciem czy agresją. Nie znosił zmian. To akurat mogłam zobaczyć będąc u niej. Pół biedy, jeśli dziecko zachowywało się w taki sposób w domu. Problem zaczynał się wówczas, gdy D. była z Piotrusiem na podwórku czy w np. sklepie. Często zdarzało jej się wówczas usłyszeć niemiłe komentarze w stylu: „ale ma pani niewychowane dziecko”, „co za niegrzeczny bachor”, albo „nieznośnego ma pani syna”. Tak w końcu najłatwiej: poniżyć kobietę, ocenić, przykleić etykietkę beznadziejnej matki. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy, że dziecko po prostu może cierpieć na jakąś chorobę.

Dziś, tj. kilka lat później, Piotruś nie jest już tak agresywny;  potrafi wyrazić emocje tak pozytywne, jak negatywne. Wchodzi w interakcje z rówieśnikami i czyni postępy w nauce (o czym wcześniej nie było mowy). Jest to zapewne zasługa terapii oraz ciężkiej pracy i walki D. o dobro dziecka i jego jak najlepszy rozwój. Póki co, Piotruś ma nauczanie indywidualne. Na sugestie ludzi „życzliwych”, by D. rozważyła posłanie dziecka do szkoły specjalnej – nie reaguje. W ogóle nie dopuszcza takiego rozwiązania, w czym całkowicie ją popieram. Moi rodzice także stali przed tym dylematem, czy nie posłać mnie do szkoły specjalnej zamiast do publicznej , normalnej podstawówki. Na całe szczęście – wybrali tą drugą opcję. Łatwo nie było: dzieci były bezlitosne, nie mogły zrozumieć i zaakceptować mojej „inności”. Ale dzięki nauce w szkole publicznej nie tylko zdobywałam z zapałem mnóstwo wiedzy (uchodziłam w klasie za kujona), ale też odebrałam prawdziwą szkołę życia. Doświadczenia z tamtego okresu mocno mnie zahartowały. Jestem przekonana, że edukacja w szkole specjalnej może i zapewniła by mi akceptację środowiska, ale zubożyła mi mnie o wiele doświadczeń a przede wszystkim nie pozwoliła by mi poznać w pełni, jak naprawdę wygląda życie, z jakimi sytuacjami w przyszłości mogę się spotkać. Jestem zdania, że nie powinno się odseparowywać dzieci zdrowych od chorych, gdyż integracja może te dzieci wzajemnie siebie ubogacić. Ale w naszym pięknym kraju jest jak jest:  trudno jest dostosować klasy jak i odpowiedni program nauczania do potrzeb dzieci. Nauczyciele nie potrafią, nie rozumieją  – i często nie chcą pracować z każdym dzieckiem. Zwłaszcza tym „trudnym”. Mało tego: przyszłych nauczycieli nie uczy się na studiach, ani na kursach przygotowawczych do zawodu – w jaki sposób obchodzić się z dziećmi mającymi zaburzenia takie , jak np. tytułowy autyzm czy Zespół Aspergera.

 

fHwISlwAUT

 

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy buszując w internetach znalazłam powyższe zdjęcie pokazujące tendencję wzrostową zachorowań na autyzm w ciągu około 30-tu ostatnich lat. Wszystko wskazuje na to, że liczba cierpiących na autyzm będzie z roku na rok coraz większa. To nie jest dobra wiadomość. Co zatem można zrobić? To dobre pytanie. Liczę, że wypowie się w tej sprawie ktoś bardziej kompetentny, niż ja. Ale myślę, że jest coś, co każdy z nas może spróbować zrobić, jeśli zetknie się z osobą autystyczną. Tym czymś jest trud wejścia w świat tej osoby, próba nawiązania kontaktu i budowania więzi, by chora osoba czuła naszą miłość, akceptację i wsparcie. A jeśli dostrzeżemy jakieś talenty u chorego – koniecznie zachęcajmy taką osobę do ich rozwoju. To punkt widzenia zwykłego laika, który może o autyzmie wie niewiele, ale wie co to choroba, stereotypy, odrzucenie i walka o życie.

Już na koniec, w ramach krótkiej refleksji – krótka historia. Prawdziwa, rzecz jasna. Kobieta, lat 30. Szuka od kilku lat pracy. Ma dwa fakultety, ciągle się rozwija, pisze bloga, gotuje, zna dwa języki obce perfect. I choć szuka pracy aktywnie i nieustannie się dokształca w różnych kierunkach- nikt nie chce jej zatrudnić, bo…. jest niewidoma…Nie dziwię się zatem, dlaczego D. tak bardzo obawia się o przyszłość Piotrusia. Skoro dla pracodawców tak niewielka wada jak problem ze wzrokiem stanowi problem, by kogoś zatrudnić, to co dopiero autyzm? (…).

 

 

 

 

8 myśli na temat “Edukacja bez barier, czyli kilka myśli o autyźmie.

  1. Syn mojej kuzynki też ma autyzm. Z początku wchodził na meble i po nich skakał. Teraz biega i skacze na dworze. Jest wesoły, mówi choć często w trzeciej osobie i prostymi zdaniami. Dużo pracy kosztowało to całą jej najbliższą rodzine, aby potrafił się tak zachować jak kiedyś. Zabera syna na wesela, msze i imprezy rodzinne. Nie izoluj go. I bardzo dobrze! Co chwile gdzieś jeździła z nim na turnusy. Szdoda, że mąż tej Twojej koleżanki się wypiął. Na pewno jest jej trudno. Aha i moja kuzynka martwi się o to, czy znajdzie się kobieta, która pokocha jej syna i nim się zaopiekuje 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. I to najlepsze, co może zrobić. Otworzyć mu okno na świat., Anie zamykać, izolować. To oczywiste, że reakcje ludzi będą bardzo różne. Ale każdy ma prawo do szczęścia. A jeśli dziecko pozna coś więcej, niż tylko swój pokój, może to go zainspirować, rozwinąć. To, że dziecko autystyczne ma „swój własny świat ” – jak my to określamy – nie oznacza, że jest głupsze, gorsze itd. Ono także myśli, pragnie, czuje…

      Polubione przez 1 osoba

  2. Cóż, nie jestem specjalistą 😕
    Jestem 5ylko zwykłym człowiekiem ale potrafię zrozumieć inność. Bo przecież dlaczego coś zwanejest chorobą a coś innego , choćby egoizm nie wymaga leczenia.
    Norma, kto je stanowi i po co?
    Człowiek jest jednostką, każdy jest inny. I każdy potrzebuje tylko jednego. Tego aby ktoś próbował go zrozumieć. Bo chodzi nie tyle o jakąś pomoc i medycynę, raczej chodzi o to aby w każdym innym widzieć przede wszystkim Człowieka, który ma prawo być inny niż ty, w dodatku wcale nie gorszy☺
    A to że chorób jest coraz więcej?
    Przemysł farmaceutyczny musi mieć dochód!
    Pozdrowienia dla Wszystkich „Twoich” z Tobą na czele Joasiu ☺

    Polubione przez 1 osoba

  3. Brawa dla D. za walkę! Życzę jej mnóstwo siły!
    Piotruś na pewno będzie się rozwijał, skoro robi takie postępy, tego mu życzę!
    A fakt, że to coraz częstsza choroba jest rzeczywiście przerażający…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo podziwiam D. za wytrwałość i determinację, z jaką walczy o przyszłość swojego syna. Musi być jej bardzo ciężko!. Szczerze mówiąc – trudno mi sobie wyobrazić, by w przyszłości Piotruś mógł się utrzymać, mieć pracę itd. Wielu pracodawców zamyka przed takimi ludźmi drzwi, nie daje im nawet najmniejszej szansy, by mogli się realizować zawodowo. Ale mocno im kibicuje. W końcu nadzieja umiera ostatnia….

      Polubione przez 1 osoba

  4. Najgorsze jest to, że społeczeństwo nadal mało wie o autyzmie, w ogóle nie rozumie ludzi którzy z nim żyją, ani ich rodzin… A nie jest to łatwe życie…

    Polubione przez 1 osoba

  5. Dlatego staram się na swoim blogu pisać o tym, co ciekawe, wartościowe, budzące różne emocje, ale także trudne i ważne. A także mało znane, czy mało popularne. Uważam, że po prostu warto :). I cieszy mnie fakt, że są czytelnicy myślący podobnie, którzy tu wpadają :). Tak, jak np. Ty , Stasiu :).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s