life-style

Dlaczego warto pomagać mimo wszystko?

hand-1137978_960_720

 

Chociaż nie mam parcia na wieści ze świata mediów, sporadycznie po nie sięgam. Nie zawsze bowiem mam pomysł na kolejny post. Bywa, że najzwyczajniej  w świecie brakuje mi weny twórczej, tego jednego impulsu, od którego wszystko się zaczyna. Wtedy szukam inspiracji np. w sieci. Całkiem niedawno moją uwagę zwróciła VIVA! publikując artykuł o wspaniałym, zmarłym niespełna rok temu artyście – Zbigniewie Wodeckim. Wiadomość o jego śmierci bardzo mnie zasmuciła, gdyż uważałam go za osobę o niezwykłym talencie, wspaniałym stylu bycia i dużej wrażliwości. A takich, moim zdaniem, coraz mniej. Jak się okazuje –  Zbigniew Wodecki był także człowiekiem o wielkim sercu, który pomagał ludziom ubogim czy bezdomnym. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis: o pomaganiu innym. 

Osobiście jestem zdania, że pomagać nie tylko warto, ale i trzeba! Chociażby z jednego powodu: nie znam dnia ani godziny, kiedy to właśnie ja będę potrzebować czyjejś pomocy, wyciągniętej do mnie ręki, ciepłego słowa czy po prostu obecności. Jednak najczęściej obserwuję , że ludzie mają to daleko gdzieś. Są skupieni tylko i wyłącznie na samych sobie. Pędzą gdzieś w pośpiechu, mijając każdego dnia setki jeśli nie tysiące ludzi. Wśród nich są także ci potrzebujący pomocy. Zapewne nie raz stanęliście w sytuacji, kiedy ktoś Was zaczepił i poprosił o pomoc: A to komuś 20 gr do piwa brakuje,  innym razem ktoś jest głodny, zbiera na leki czy operację, itd.  itd. Znamy to bardzo dobrze, często z autopsji. Chcieliśmy naprawdę pomóc,  tymczasem wykorzystano naszą naiwność, wrażliwość, dobre serce. Więc się w końcu uodporniliśmy.

Mieszkam na jednej z najbardziej tętniącej życiem ulic mojej metropolii. Wracając wieczorem do domu spotykam różnych ludzi. Niektórzy prosili mnie o pomoc. Czasami naprawdę miałam dylemat, jak powinnam zareagować. Bo najczęściej bywa tak, że ten kto naprawdę pomocy potrzebuje, to o nią nie prosi. Po prostu jest mu wstyd. Zaczepiają z reguły ci, którzy po prostu żerują na naszych emocjach. I portfelach. Raz zdarzył mi się pewien epizod. Historia miała miejsce kilka lat temu, jednak wciąż mam wrażenie, jakby to było wczoraj. A było tak: szłam do piekarni po pieczywo, gdy nagle zaczepiła mnie starsza kobiecina. Garbata, z laską, o słabym wzroku. Powiedziała, że jest głodna. Prosiła o pieniądze….Dałam jej równowartość dwóch bułek. Była na mnie oburzona :(. Wieczorem wracam z kursu językowego. Blisko mojego domu ponownie widzę tę kobiecinę. Sprawia wrażenie, jak gdyby na coś/ kogoś czekała. Zainteresowana czy coś się stanie – przystaję i czekam… Nie upłynęło kilka minut, a podjechał samochód. Czarne BMW. Wysiadł z niego młody człowiek, który delikatnie kiwnął w jej stronę, na co ta dokuśtykała do tej limuzyny, wsiadła. Samochód odjechał. Stałam tak chwilę, bo nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam….Tym razem to ja byłam oburzona.

Takich przykładów można by podawać jeszcze wiele. Na tym jednym jednak poprzestanę. Pomimo tego, że nieraz się przejechałam pomagając komuś, nie zamierzam się zniechęcać i ulegać znieczulicy. Tak już mam, że nie potrafię przejść obok kogoś obojętnie. Zwłaszcza, jeśli widzę kogoś naprawdę w potrzebie. Zebrane na ulicy doświadczenia nauczyły mnie mądrości. Dały rozeznanie kiedy i jak mogę komuś pomóc. Gdy ktoś twierdzi, że jest głodny – idę po pieczywo czy kebaba. Jeśli prosi mnie o nieco grosza, bo do winka brakuje- nie daję. Nie chcę przykładać ręki do jeszcze większego rozpicia drugiego człowieka. Osobę będącą w sytuacji kryzysu odsyłam do miejsca, co do którego jestem pewna, że otrzyma stosowne wsparcie. Pieniądze to nie jedyny sposób na udzielenie komuś pomocy. Czasem wystarczy jeden uśmiech, ciepłe słowo, chwila rozmowy, obecność. Sama nie jeden raz w życiu potrzebowałam czyjejś pomocy. Rzadko kiedy ją otrzymywałam. Jednak nie przestanę pomagać innym, bo dobro , które komuś daliśmy – zawsze wraca. (….).

 

 

 

17 myśli na temat “Dlaczego warto pomagać mimo wszystko?

  1. Trzeba Joasiu, choc czasem to nie jest łatwe. Zbyt dużo zawodowcow! Ale trzeba szukać sposobów, które nie doprowadza do złości i frustracji. Do poczucia się oszukanym, bo nie chodzi o te kilka złotych! Pamiętam że masz koty. Więc tu nikt nie oszukuje. Głodny kociak czy piesek nie zbiera na piwo. Schroniska nie są zbyt dobrze finansowane, a jeśli zniesiesz tam pokarm to nikt go nie użyje wbrew przeznaczeniu. To też nasi bracia, choc mniejsi. I zawsze z wdzięcznością poliżą Ci rękę. 😺

    Polubione przez 2 ludzi

  2. To prawda 😀 o naszych małych czworonożnych braciach można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że udają kogoś innego niż są w istocie :). Przygarnęłabym jakiegoś, jednak nie mogę. :). Groziło by to kocią wojną w domu 😀 Wystarczy, że tym dwóm, które mam – trudno się dogadać :D.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Sama nie wiem, moja reakcja jest impulsywna i oparta na przeczuciu raczej. Czasami daję po prostu pieniądze, nawet, gdy przypuszczam, że chodzi o piwo. Jeśli z jakichś powodów nie pomagam, nie gryzę się tym. To prawda, że ważne jest, aby ludziom pomagać w potrzebie, niedobrze jest jednak, gdy ta potrzeba trwa u osób przez całe życie, choć posiadają oni rączki i nóżki całkiem sprawne 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  4. To o czym piszesz to zwykle lenistwo, wygodnictwo a nawet (powiem wprost) : pasożytnictwo. Rozumiem, że czasem życie bywa trudne, ale trzeba szukać rozwiązań, próbować, a nie tylko wysługiwać się pomocą innych, żerować na czyichś emocjach i dobrym sercu. Nie znoszę takiej postawy u ludzi.

    Polubienie

  5. Ja kiedy już postanawiam pomóc, bo mogę, bo…, nie zwracam uwagi, czy to na piwo, czy chleb. Niejeden z nich potrzebuje już tylko piwa, aby nie patrzeć na trzeźwo na ten świat. A pomoc w schroniskach, hospicjach, domach dziecka wioząc dary, to już obywa się bez rozterek. Z natury człowiek jest dobry i chce pomagać, tylko jednych wykorzystywanie ich boli bardziej, drudzy machną ręką i pomagają dalej.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To ja mieszczę się w tej drugiej grupie : macham :). Nie zrażam się. Jedynie oprócz odruchu serca włączam myślenie. Korzystam ze zdobytej mądrości i czasem pomagam, a czasem nie. Nie daje pieniędzy na ulicy. Uważnie obserwuję otoczenie. Są grupki ludzi, których znakomicie kojarzę i którym nie pomagam, bo wiem, na co to pójdzie….Poza tym od czego mamy różne fundacje, stowarzyszenia, wspólnoty katolickie. Pomagam z głową.

      Polubienie

      1. Roztropne podejście. A ja trochę boję się fundacji, nie do końca im ufam. A może powinnam. Jestem wolontariuszem hospicyjnym, pomagam pacjentom i w akcjach. Jakoś do nich jestem przekonana.

        Polubienie

  6. Ja miałam ostatnią taką sytuację, że podszedł do mnie starszy pan, chodzący o lasce, i spytał mnie czy nie mam czegoś do jedzenia. Bez względu na to o co mnie takie osoby prosiły, czy o jedzenie czy o pieniądze, zawsze moją stałą odpowiedzią było: nie. Ale w tym przypadku postanowiłam, że się do tego pana zawrócę i zaproponuję, że mu coś kupię. Nie miałam wtedy za dużo pieniędzy przy sobie, ale kupiłam mu pieczywo, jakiś serek i wędlinę. Szybko podziękował i poszedł. Chciałam z nim trochę porozmawiać i specjalnie musiałam zmienić mój „kurs”, bo chciałam jakoś go zagadnąć o to czemu kuleje, porozmawiać o Bogu, pomodlić się, może właśnie skierować go w jakieś miejsce, gdzie mogą mu pomóc, ale nie był specjalnie chętny. Tak się składa, że musiałam jakieś 10 minut później tamtędy wrócić i zauważyłam jak ten pan siedzi na ławce i zajada się wszystkim co kupiłam. Rozłożył sobie całe jedzenie i jadł. I w tym momencie postanowiłam, że zawsze kiedy będę mogła komuś w ten sposób pomóc, to nie będę się wahać. Może nie zawsze trafię, może ktoś wyrzuci jedzenie, bo liczył na szybkie pieniądze, ale gdyby chociaż część mogła dzięki temu faktycznie skorzystać, to jestem w stanie odjąć sobie i dać komuś. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  7. Też trafiłam kiedyś na ciekawą sytuację….zaczepił mnie facet jakimś tekstem typu : „piękny dzień”. Odpowiedziałam i zaczęliśmy trochę rozmawiać. I tym sposobem gość opowiedział mi całe swoje życie. STRACIŁ ŻONĘ , PRAWA RODZICIELSKIE, PRACĘ,DOM. Od tego czasy prowadzi życie na ulicy, Nie narzekał, jaki to ten świat parszywy. Ktoś inny ode mnie wskazał mu drogę do wspólnoty ludzi wierzących, która m. innymi pomaga ubogim na różne sposoby. On też otrzymał pomoc. Przeżył także nawrócenie do Boga, czym się ze mną z radością podzielił. Dziś Bóg to temat niemodny i niewygodny. Nie jest łatwo przyznać się do wiary publicznie. Suma sumarum – byłam przez niego ewangelizowana na ulicy. Wow!

    Innym razem szłam do warzywniaka kilka ulic dalej. W PEWNYM MOMENCIE ZAUWAŻYŁAM LEŻĄCEGO. Był trochę daleko . Leżał nieruchomo, a choć ulice roiły się od ludzi – dla przechodniów był niezauważalny. Wkurzyła mnie ta znieczulica. Najpierw zaczęłam głośno wołać czekając na reakcję. Leżący był nieprzytomny, zaś moje krzyki ściągnęły na mnie zainteresowanie. W końcu postanowiłam podejść do niego. Nachyliłam się nieco i poczułam woń alkoholu. Wyciągnęłam z torebki telefon i zadzwoniłam, gdzie trzeba – w moim odczuciu zrobiłam to, co każdy człowiek zrobić powinien….

    Czy naprawdę aż tak trudno było to zrobić innym przechodniom?
    Czy naprawdę tak trudno być człowiekowi człowiekiem?

    Polubienie

  8. To prawda, dobro wraca. Tak zawsze mówi moja mama 🙂 Ironia losu…wlasnie wczoraj dałam się nabrać. Mężczyzna prosił o pieniądze na leki dla siebie i dla żony. Czysto i schludnie ubrany w średnim wieku. Bardzo przekonywujący. I ja, która nigdy nie daje kasy (zazwyczaj robię takim ludziom zakupy spożywcze) dałam się nabrać jak dziecko…całą sytuację obserwowała starsza Pani, która przechodziła obok, zatrzymała mnie po chwili po czym rzuciła „ale się pani dała nabrać…on tak zawsze ludzi naciąga”. No super. Znów straciłam wiarę w ludzi.

    Polubione przez 1 osoba

  9. Może zabrzmi to dziwnie, ale ja właśnie w takim przypadku, gdy ktoś na ulicy – prosi mnie o pomoc bo zbiera np. na leki czy operację – NIGDY NIE DAJE! nie mam zaufania. TYLKO POPRZEZ FUNDACJE pomagam w takim właśnie przypadku. Marna to pociecha, ale myślę, że każdy chyba dał się nabrać. Więc podaje rękę.

    Polubienie

  10. W Zamościu swego czasu działała szajka Rumunów zarabiających na żebraniu. A działało to w ten sposób, że po mieście szlajały się rumuńskie dzieci zaczepiając ludzi o parę groszy, po czym na koniec oddawały utarg szefowi… Ciężko odróżnić takiego który naprawdę potrzebuje od takiego który uczynił z tego sposób na zarobek… Ale jak tu np dziecku nie dać…

    Polubione przez 1 osoba

  11. Pomaganie – temat-rzeka.
    Nie daję nikomu pieniędzy – jak poproszą o jedzenie, wtedy kupuję. Ale też już zauważam jakieś ukryte działania takich ludzi…
    Lepiej robić to w zaciszu domowym – przekazując 1% podatku, wpłacając te parę złotych na jakąs fundację.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s