refleksyjnie

Przepis na szczęście

stock-photo-swing-ride-at-fair-150530525

Ostatnio w mojej codzienności dominuje słowo Szczęście. Moje serce przepełnia radość. Emanuje niesamowitą energią. Cieszę się drobiazgami: Kolejnym wschodem słońca, kubkiem aromatycznej kawy o poranku, obecnością dwóch kotów w naszym domu. Jeden z nich wręcz rozbraja mnie tym, co wyprawia, gdy jest w pobliżu. Tak jak ja siedzi z nosem w książkach ( a raczej na nich się rozkłada, jak gdyby chciał dać mi do zrozumienia: „adoruj mnie, człowieku!” ).Cieszy mnie każda przeprowadzona rozmowa czy spotkanie w gronie bliskich przyjaciół lub znajomych. Doceniam urok chwil spędzonych samotnie, podczas których zwyczajnie odpoczywam, robiąc to co lubię, rozwijając swoje pasje.  Najbardziej jednak cieszę się wtedy, gdy sprawiam radość innym. To tylko krótka lista drobiazgów, które wymieszane razem, w odpowiednich proporcjach – czynią mnie szczęśliwą.

 

„Szczęście jest blisko
co w głowie się nie mieści.
Szczęście jest blisko
na wyciągnięcie ręki.”

A. Piaseczny – „Szczęście jest blisko”

 

Może Was zaskoczę, ale nigdy wcześniej nie próbowałam zdefiniować słowa szczęście. Być może było tak dlatego, że przez wiele lat byłam skupiona na tym wszystkim, co mnie boli, nie wychodzi, czego w sobie nie znoszę. Byłam skoncentrowana na wszystkich moich brakach, niedoskonałościach, niespełnionych pragnieniach, porażkach, czy innych ludziach, z którymi często się porównywałam. Nic więc dziwnego, że szczęście było dla mnie niedostępne. Tymczasem szczęścia wcale nie trzeba szukać ani za nim desperacko gonić. Ono jest bliżej, niż przypuszczamy. Szczęście jest w nas. By jednak to odkryć i zrozumieć, trzeba nam odkryć siebie. Spojrzeć na siebie z każdej strony. Jeśli kiedykolwiek miałeś/aś w swoim ręku kalejdoskop, wiesz co mam przez to na myśli. Poznaj swoje wady i zalety. Rozwijaj swoje pasje. Stawiaj sobie cele. Nie bój się marzyć. Podróż wgłąb siebie, choć długa i momentami trudna, może okazać się naprawdę ekscytująca. Chcesz lepiej poznać siebie? zrób mały test. Poproś 5 różnych osób które znasz, by wymieniły kilka twoich zalet i kilka wad. Być może będziesz zaskoczony tym, co odkryjesz!. Narzędzia, które mogą ci w tym pomóc – to np.modlitwa, medytacja, zagospodarowanie sobie określonego czasu tylko dla siebie, obcowanie z naturą, spacery, podróże, itd….

 

farbenpracht-1018128_960_720

 

Nie ma jednej uniwersalnej recepty na szczęście z jednego prostego powodu: każdy z nas jest inny. Dla jednej osoby szczęściem będzie rodzina, dla kogoś innego – dająca spełnienie praca, czy zdrowie. Reguły nie ma.

 

„Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. […] Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos […] miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.”

Steve Jobs

 

Co zatem czyni mnie szczęśliwą?

 

#Bycie sobą. – Przez wiele lat walczyłam ze swoimi kompleksami. Widziałam w sobie wiele wad i niewiele zalet. W porównaniu z innymi wypadałam naprawdę blado. A przecież jak każdy mam różne talenty, pasje, mocne strony. Jednak wpatrzona w kogoś, kto mi zaimponował , chciałam być jego wierną kopią, by podnieść poczucie własnej wartości. Tymczasem wystarczyło być sobą , by  szybko poszerzyło się grono moich znajomych i przyjaciół. Bycie sobą pokazało mi także komu naprawdę na mnie zależy, a kto był przy mnie jedynie dlatego, że porównując się do mnie – czuł się po prostu kimś lepszym, ważniejszym, bardziej lubianym itd. Myślę także, że moja samoakceptacja , radość , spontaniczność oraz otwartość – przyciągnęły do mnie także miłość.

#Dystans. Mam przez to na myśli brak przejmowania się ludzką krytyką i opinią, odnoszącą się do mojej osoby (chyba, że ta krytyka jest konstruktywna). To również olewanie plotek, czy innego rodzaju ludzkiej złośliwości. Bo jeśli o mnie mówią, oznacza to, że jestem osobą ciekawą, której jest czego zazdrościć. W słowie dystans zawiera się także akceptacja siebie – nie idealnej, ale w pełni wartościowej.

#Wdzięczność. Czyli umiejętność dostrzegania dobra, wspomnianych na początku drobiazgów, których często nie widzimy. Dar życia, rodzina, przyjaciele, praca, dach nad głową, sprawne ręce i nogi, talenty, wiele pięknych wspomnień itp. Niby nic, ale jednak wiele. Bo przecież wiele ludzi nie ma gdzie spać, co do ust włożyć, zmaga się z ciężką chorobą czy niesprawiedliwością. Im bardziej potrafimy być wdzięczni, tym bardziej jesteśmy radośni.

#Talenty – czyli rozwijanie swoich pasji. Każdy z nas jakieś ma. Moje największe to muzyka i pisanie bloga. Jak mi to wychodzi – mało istotne. Ważne, że sprawia mi to wielką radość i pomaga mi nieustannie się rozwijać. Ostatnio zadebiutowałam w roli fotomodelki, co było dla mnie ciekawym doświadczeniem i całkiem niezłą zabawą. Podobno mogłabym też pomyśleć o pójściu w kierunku poetyckim, jako że bardzo często znajduję rym do danego słowa. Kto wie? Może kiedyś spróbuję? :).

# praca – Może nie jest najważniejszym elementem mojego życia, ale biorąc pod uwagę moją sytuację – na pewno bardzo cennym. Dzięki niej jestem w stanie się utrzymać i pozwolić sobie na wiele przyjemności, takich jak np. podróże, koncerty, itd.

# życie tu i teraz – każdy z nas czegoś żałuje. Wszyscy popełniamy błędy, ja także. Jeśli tak się zdarzy – daje sobie czas na ich przeanalizowanie i wyciągnięcie wniosków. Odrabiam tę trudną, życiową lekcję, aby w przyszłości ich nie powtórzyć. Nie wstydzę się swoich uczuć; nazywam je po imieniu i uwalniam, zamiast tłumić je w sobie. Pozwalam sobie na słabość. Szukam pozytywów, staram się być wdzięczna za wszystko. To uwalnia. Robię wszystko, by przebaczyć. Nie rozdrapuję zadanych ran. Czekam cierpliwie na ich zabliźnienie i żyję z nimi. Niczego nie osiągnę ciągle żyjąc przeszłością, chowając urazę, zamykając się w sobie ze swoim żalem i złością. Na to, co było nie mam wpływu. Mam za to wpływ na to, co przyniesie przyszłość. To właśnie tu i teraz kształtuje to, co przede mną. Stawiam na siebie. „Tu i teraz” – to mój czas: pracuję, realizuje swoje pasje, dbam o swoje potrzeby i relacje z ludźmi. Jestem otwarta, gdyż życie bywa pełne niespodzianek (najpiękniejszą z nich jest miłość, która mnie dopadła ). Żyje wiarą i nadzieją, że przyszłość przyniesie mi same dobre i piękne rzeczy.

 

 „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa…”

Jan Paweł II

 

#Miłość – była i jest dla mnie najważniejsza. Życie bez niej jest pozbawione sensu, niepełne i smutne. W każdym człowieku, gdzieś na dnie serca – drzemie tęsknota za miłością. Ja także jej pragnęłam. Szukałam jej po omacku, co przyniosło mi  wiele rozczarowań i bólu. W końcu przestałam szukać. Odpuściłam. I po jakimś czasie szczęście uśmiechnęło się do mnie. W najmniej spodziewanym momencie, po wielu latach, w autobusie – poznałam Wyjątkowego. Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Dziś jestem szczęśliwa. Im bardziej okazuję miłość Wyjątkowemu, tym więcej jej otrzymuje. Dbamy o drobiazgi. Dużo rozmawiamy. Poznajemy i realizujemy swoje potrzeby. Sprawiamy sobie niespodzianki. Wspieramy siebie w trudnych chwilach. Spędzamy czas wspólnie, jak również osobno, realizując swoje pasje. Jest między nami wiele podobieństw, co sporo ułatwia. Nie potrafię tego ubrać w słowa, jednak jedno wiem na pewno: potrzebowałam tych rozczarowań i porażek. To właśnie one mnie ukształtowały. Dzięki nim dojrzałam do związku. Dorosłam do miłości.

#Bycie dla innych – Dzięki miłości, której ja doświadczam – mogę się nią dzielić z innymi. Uważam, że miłość ma człowieka uwalniać z egoizmu i uzdalniać do życia „dla kogoś”. Bycie dla innych – to dostrzeganie drugiego człowieka, jego cierpienia. To wrażliwość na jego potrzeby, akceptacja, obecność. Staram się być dla innych, dzielić z każdym tym, co najlepsze. Jak mi to wychodzi – nie mam pojęcia. Pewnie różnie. Ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że taka postawa pomnaża moje szczęście.

 

To właśnie mój przepis na szczęście. 🙂 A jaki jest Twój?

 

 

 

 

16 myśli na temat “Przepis na szczęście

  1. Wciąż zmieniasz się ,rozkwitasz Jo! Szczęście tak jak kilka innych pojęć nie ma definicji. Czasem trzeba tak niewiele, czyiś uśmiech, bukiecik niezapominajek albo kawa w miłym towarzystwie. Utrzymać to zawsze się niestety nie da. Choćby dlatego że tak wiele bólu wokoło. Nawet jeśli umiemy komuś pomóc to wszystkim nie damy rady. Ale każdy uszczesliwienie innego człowieka, ta radość w oczach ….to coś najpiękniejszego. ☺

    Polubione przez 2 ludzi

  2. W moim przypadku polubić siebie. To w zasadzie ułatwia wszystko, bo i wyluzowujemy, gdy trzeba wyluzować, i zaczynamy żyć we własnym tempie. A to przyciąga właściwych ludzi i jakoś nie trzeba bardzo się rozglądać, żeby dość trwale mieć wokół siebie krąg „swoich” ludzi. Lubienie siebie jest wspaniałym punktem wyjścia do wszystkiego innego.
    🙂

    Polubione przez 3 ludzi

  3. Dzięki za cenne rady! U mnie niestety na przeszkodzie do pelnego szczęścia stoi punkt „życie tu i teraz „. Nie potrafię sobie poradzić z przeszłością, która nie należała do łatwych. Zastanawia mnie od dłuższego czasu jak mogłabym w końcu na to wpłynąć i prócz dobrego terapeuty nic nie przychodzi mi do głowy. Cieszy mnie Twoje spełnienie i radość. Serdecznie pozdrawiam !

    Polubione przez 1 osoba

  4. U mnie, niestety na przeszkodzie do pelnego szczęścia stoi punkt „życie tu i teraz „. Nie potrafię sobie poradzić z przeszłością, która nie należała do łatwych. Zastanawia mnie od dłuższego czasu jak mogłabym w końcu na to wpłynąć i prócz dobrego terapeuty nic nie przychodzi mi do głowy. Cieszy mnie Twoje spełnienie i radość. Dzięki za rady. Serdecznie pozdrawiam !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Monia, może zabrzmi to zaskakująco i dziwnie, ale mi Bóg prostuje drogi, leczy, przemienia, daje siłę, nadzieje, wsparcie w rodzinie czy innych ludziach. To, co moje najbliższe otoczenie uznało za niemożliwe, własnie rozlatuje się na ich oczach. Jestem jedną nogą w małżeństwie. Nigdy nie wierzyłam, że to dla mnie. Że On może mnie chcieć, kochać, akceptować i być ze mną szczęśliwy. W końcu jest tyle ALE….A właściwie było, do niedawna. Nie wiem, jak u ciebie z wiarą w Niego, ale warto spróbować. 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

  5. Szanowna Pani, przeprowadziła Pani szczegółową analizę endogenną (czyli wewnętrznych, swoich) czynników które w rezultacie prowadzą Panią do szczęścia. Dziękuję za głęboka analizę, otwarcie, zaufanie czytelnikowi. Tekst ten czytałem kilkakrotnie, ciesząc się Pani szczęściem, i starając się odpowiedzieć na końcowe Pani pytanie: jaki jest mój, a właściwie nasz, małżeński przepis na szczęście. Bo z chwilą zawarcia związku małżeńskiego, realizujemy się razem, jesteśmy szczęśliwi razem, tylko razem, albo wcale. Jesteśmy już 46 lat razem i nie wyobrażam sobie znaleźć szczęście poza małżeństwem, tak jak np. zakonnik poza zakonem. Ponieważ w naszym życiu najważniejszy jest Bóg, dlatego powiem, może dość górnolotnie, że zbawimy się albo razem, albo wcale.
    Nie wiem co to jest szczęście. Ale potrafię określić, czy jestem szczęśliwy, czy nie. Tak, jesteśmy szczęśliwi przez ponad 46 lat naszego małżeństwa. Ale między mną a Panią jest różnica ponad jednego pokolenia. Pani potrafi analizować szczegółowo początkowe czynniki Pani szczęścia, które są uniwersalne, ja zaś patrzę na nasze szczęście i opisuję je bardziej perspektywicznie. I Pani też życzę aby kiedyś, po kilkudziesięciu latach, takiej perspektywy.
    Co uważam, że było decydujące o naszym szczęściu, o naszym szczęśliwym związku? Zacznę od mało popularnych czynników – feromonów, czyli zapachów, u nas ludzi niewyczuwalnych, ale które powodują że pewni ludzie są dla nas nieciekawi, odpychający, a pewni przyciągający. U zwierząt to działa silnie, u ludzi słabo, nie wiadomo dokładnie jak , ale działa. Najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Moja Żona była dla mnie zawsze bardzo pociągająca. Dlaczego – nie wiem, może feromony. Można to dość poetycko opisać – byliśmy sobie przeznaczenie, jak dwie polówki jabłka. Tutaj spotyka się biochemia, teologia i poezja. Ale zostawmy to, wlaściwie, to znam się tylko na biochemii. Czyli feromony.
    Jeżeli już nie działamy na siebie odpychająco, to za najważniejsze dla szczęścia naszego związku uważałbym wspólny system wartości. U nas jest to oczywiście dekalog. To może nie działa w pierwszym okresie zakochania, ale w dłuższym czasie to bardzo ważne. Bo wskazuje na wspólne postrzeganie świata, rozwiązywanie konfliktów, przeżywanie radości. Zaznaczam, że chociaż grzeszyliśmy tysiące razy, kłóciliśmy się, były złośliwości – to jednak te prawa, czyli kierunki naszych dążeń, naszych myśli, naszych starań były zawsze stałe. Nigdy, nawet w chwilach dużych kryzysów, które były i będą, nie rozważaliśmy rozejścia się jako sposobu rozwiązania. Nadal się kochamy, jesteśmy małżeństwem i prędzej czy później dochodzimy do rozwiązania. Nie w tym kierunku. I w dużych sprawach zawsze zgadzaliśmy się co do kierunku rozwiązań. W sprawach małych często dochodzi do kłótni, np. jak ułożyć naczynia w zmywarce. Ale one są szybko wygaszane. Tak sobie myślę, a może mseks i związanie z nim wspaniale przeżycia, Pan Bóg utworzył po to, aby łatwiej wygaszać konflikty małżeńskie? Czemu nie. To działa.
    Wierzymy, że Bóg daje małżonkom specjalne łaski. W najtrudniejszych czasach nie opuszcza nas. A takich czasów było wiele. Jak w innych małżeństwach, I my tego doświadczamy . Były chwile ciężkie. Bóg wyprowadził.
    Następnie ważne w małżeństwie jest to, wszystko to, co Pani nazywa pracą nad sobą. Czyli porządkowanie uczuć, panowanie nad emocjami. I w naszym związku, nawet po 46 latach, nadal ta praca trwa. Z różnymi rezultatami, ale trwa.
    Następnie – staraliśmy się nie kreować rzeczywistości na siłę. Jesteśmy przekonani, że skoro Bóg chce naszego dobra, naszego szczęścia, to nie należy Mu w tym przeszkadzać. Czyli nic na siłę. Jak się coś, mimo naszych wysiłków tak a nie inaczej układa, to znaczy tak ma być. Na przykład – tylko dwoje naszych dzieci było planowanych. Pozostała trójka nie. I w rezultacie mamy piątkę najwspanialszych dzieci. I ósemkę wnuków. Nie przeszkadzać Panu Bogu i nie chcieć być mądrzejszym od Niego. To bardzo ważne dla małżeństwa. .
    Święto ma być świętem. Urodziny, imieniny, rocznice – to istotny czynnik naszego przeżywania rodziny i małżeństwa, cieszenia się sobą, rozmów. Zachowanie religijnego charakteru tych uroczystości bardzo scala rodzinę.
    Nic Pani nie pisze o seksie, chociaż jest to bardzo istotny (jeżeli nie najistotniejszy!) czynnik szczęścia związku. Dziala nawet po kilkudziesięciu latach związku. To i ja nie napiszę. Możemy wrócić do sprawy po kilku latach Pani małżeństwa.
    Czy cierpienia których doświadczyliśmy, i te małe, codzienne, i te wielkie, jak choćby dwa bardzo poważne wypadki naszych dzieci – Mateusz wpadł pod samochód i był przez tydzień w stanie śmierci klinicznej, Małgosia spadła z drugiego pietra na beton, stres i moja utrata pracy – a byłem na wysokim stanowisku, wzmagało moje pretensje do ludzi i Boga, zmieniło nasze szczęście – nie, bo szczęście to nie chwilowe uczucie czy ulotna, nawet trwająca kilka lat, emocja, tylko wszystko to, co jest w rodzinie. Nie potrafię tego wyrazić, napisać.
    Pani nie ma jeszcze tych przeżyć, składających się na szczęście. Pani szczęściem jest wiele wytryskających , wspaniale układających się spraw, uczuć, emocji. Ale to jest dopiero jak Wisła w Skoczowie. Między nami jest różnica ponad jednego pokolenia. Moim, właściwie – naszym szczęściem jest perspektywa przeżytych wielu lat w zgodzie z żoną, dziećmi i Bogiem. I nadzieja … … To jest jak Wisła w Gdańsku. I tego życzymy Pani za kilka, kilkadziesiąt lat, bo wierzę, że stworzycie szczęśliwą rodzinę. I to gorąco polecam codziennie Bogu. Ino nie zepsujcie Jego planów. Pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Nie zamierzamy tego robić, tzn. psuć Jego planów. Bóg dał mi tę łaskę kroczenia z Nim i bez niego, bym po wielu latach sama wybrała drogę, którą chce iść. Czy tą moją,czy może tą, którą proponuje mi Bóg. Po raz pierwszy oddałam Mu swoje życie gdyż wtedy nie miałam już niczego więcej do stracenia. Jemu to jednak wcale nie przeszkadzało, wręcz wystarczyło, by moje życie mogło się zmieniać dzięki Jego łasce. Miłości nie szukałam, gdyż pomimo młodego jeszcze wieku przeżyłam wiele bardzo bolesnych dla mnie rozczarowań. Zawsze jednak miałam w sercu to pragnienie dzielenia życia z kimś, kochać i być kochaną. A skoro tak, to jest to pragnienie przez Niego wszczepione i od Niego pochodzące. I ta upragniona , choć przekreślona przeze mnie Miłość, w końcu przyszła. :). Bardzo się z tego cieszę :). Uczucie się rozwija, serca otwierają, by się wzajemnie miłością obdarzać. Zarówno ja jak i Wyjątkowy doskonale wiemy, skąd tak mocna więź między nami, którą już teraz mogę nazwać Komunią Serc. Bo taka jest między nami miłość i jedność. Wczoraj oboje mocno wzruszyliśmy się z tego powodu. O seksie na razie nie pisałam, bo chcę / chcemy wytrzymać z tym do ślubu. Wątpiłam, czy to zaakceptuje, ale przyjął i bardzo to szanuje . Momentami bywa trudno, ale widzę, że to nasze wspólne trwanie w czystości przynosi piękne owoce życia :). Nie umiem podobnie jak Pan panie Andrzeju wyrazić tego wszystkiego słowami, opisać, uwierzyć. Ciągle myślę sobie, że to sen , z którego żadne z Nas nie chce się obudzić. Zawierzyliśmy się oboje, całkowicie świadomie, dobrowolnie i bezwarunkowo Bogu i Maryi. I czekamy. Na światło z góry, że faktycznie Bóg nas chce połączyć. Oboje woli Boga mówimy tak. Czas pokaże , jak będzie dalej. :). Na razie jest przepięknie.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s