refleksyjnie

Dzień Ziemi – słów parę o klimacie

zieleń

 

Nie samą polityką żyje człowiek – na całe szczęście! Ostatnio mam zbyt wiele różnych zajęć, by się nią interesować. Wystarczy, że inni robią to za mnie i na bieżąco informują, co jest grane. Nic nowego. Ten sam zwierzęcy folwark, walczący o dojście do koryta (bądź utrzymanie przy nim) za wszelką cenę. Raczej nie zanosi się na zmiany. Ale ja nie o tym. W każdym razie – nie dzisiaj. Z racji ostatnich wydarzeń, wybrałam temat zupełnie inny, bardziej….przyziemny. Dosłownie i w przenośni.  Wpis będzie eko(logiczny), jako że mamy dziś Dzień Ziemi  (o czym poinformował mnie facebook).

Nie jestem ekologiem, więc będzie zwyczajnie. Kilka naprędce spisanych przemyśleń – owoc ostatnich pożarów w Czarnobylu (co jest normalnym zjawiskiem dla tego rejonu) oraz naszym kochanym Biebrzańskim Parku Narodowym. Sytuacja nie wygląda ciekawie. Jest tragicznie. Pożar rozprzestrzenil się błyskawicznie.  Objął ok. 6 tysięcy hektarów ziemi. Wszystko przez wypalanie traw – proceder głupi, nieodpowiedzialny, bezsensowny, a przede wszystkim – nielegalny.

Mój serdeczny przyjaciel przesłał mi pewien artykuł – relację naocznych świadków tego, co się tam działo.  Przytaczam zatem orginalny tekst tej wypowiedzi: zwiedzaliśmy wielkopolskie lasy. Zajmujemy się przyrodą od jakiś 20 lat. Od wielu lat obserwujemy, że jest coraz gorzej, ale to co zobaczyliśmy wczoraj, w zasadzie nie da się opisać. W terenie następuje totalna anihilacja przyrody. Zmiana pomiędzy zeszłym rokiem, a tym jest przerażająca. Ja w każdym razie czegoś takiego nie pamiętam. Płonie Biebrzański Park Narodowy. Wody nie ma praktycznie nigdzie. Przez cały ciepły kwietniowy dzień, a w ciepły kwietniowy dzień las powinien tętnić życiem, widzieliśmy jedną jaszczurkę, jednego trzmiela i ani jednego płaza” (…). Czyż to nie jest szokujące? Co jeszcze musi się stać, ile hektarów pięknego drzewostanu ma spłonąć, by człowiek w końcu się ogarnął i zaczął o przyrodę dbać, szanować, brać za nią odpowiedzialność?! Dlaczego ludzie niszczą Matkę Ziemię, która ich karmi?. Naprawdę nie mogę tego zrozumieć…..

Od dłuższego czasu mówi się o zmianach klimatu. Globalnym ociepleniu itp. Wszyscy niby wiedzą, że dbałość o środowisko naturalne jest sprawą bardzo ważną. Co z tym robimy? Zamiast sadzić drzewa, wolimy budować domy z betonu. Nie dbamy o ilość zużytej energii elektrycznej, czy wody. Nie segregujemy odpadów. Nasze ekologiczne podejście i odpowiedzialność za środowisko naturalne, widzę jak na dłoni każdego lata podczas urlopu nad Bałtykiem, gdzie śmieci są dosłownie wszędzie, tylko nie tam, gdzie być powinny. Piękne krajobrazy zamieniaja się w jedno wielkie wysypisko odpadów. Kary za zaśmiecanie przyrody są żenujaco niskie. Przepisy prawne-  raczej nie do końca sensowne. Edukacja dzieci i młodzieży w tym zakresie także pozostawia wiele do życzenia. Palimy w piecach domowych byle czym. Można by tak wyliczać w nieskończoność, ale co to da?

Problemem  nie jest zmiana klimatu….To my stanowimy problem. Nasze decyzje, brak świadomości, odpowiedzialności i zle nawyki – oto konsekwencje takich zjawisk jak powodzie, pożary, czy inne katastrofy naturalne. To nie żadna plaga, czy zapowiedź końca świata,  lecz efekt naszego stylu życia…. Dziś dzień ziemi….Zmieńmy nawyki. Zatroszczmy się o naszą planetę. Bądźmy naprawdę Eko. Bądźmy ODPOWIEDZIALNI.

Jedna myśl na temat “Dzień Ziemi – słów parę o klimacie

  1. Bardzo jest ważne to, co piszesz, ale … cóż. Ten problem zaczyna się w domu i na domu kończy, edukacja zewnętrzna jest tylko protezą. To trochę jak z mówieniem w szkole o tolerancji i emancypacji. Jako nauczyciel mogę sobie pogadać. Ale uczeń wyzwiska „Ty pedale!” przynosi z domu. Dlaczego rodzice to mówią? Z różnych powodów, czasami dlatego, że udają, że nie są gejami. A ponieważ oni to mówią, czujemy, że i my możemy to mówić. Może nie przy nauczycielce X, bo ona lubi pedałów, ale już przy nauczycielce Y tak. Taki lajf. Podobnie jest z dbaniem o przyrodę. Łatwiej nam wytykać cudze błędy, ale nie widzimy jak z satysfakcją na ustach rozdeptujemy biedronkę albo pająka. Bo mama też tak robiła. Rozmawiała, nagle dostrzegała, że idzie jakieś zwierzątko i nie przerywając mówienia ruszała, aby je rozdeptać. Jak feudalna chłopka, która tylko w taki sposób mogła odnieść tego dnia jakieś zwycięstwo.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s