refleksyjnie

Patologicznie, przerażająco, traumatycznie – czyli słów kilka o przemocy domowej

Poniższy post publikowałam już jakiś czas temu na swoim poprzednim blogu. Jednak z racji powagi problemu, zdecydowałam się go przywołać. Temat do lekkich nie należy, nie sposób przejść wobec niego obojętnie. Jak łatwo się domyśleć – będzie o przemocy w rodzinie. A konkretniej o coraz częstszym (niestety) krzywdzeniu dzieci. Statystyki pokazują wyraźnie, że trwająca pandemia koronawirusa powoduje nieustanny wzrost agresywnych oraz destrukcyjnych zachowań. Tym bardziej warto się nad tym zagadnieniem pochylić.

Kilka artykułów przeczytanych w sieci rok temu tak bardzo mną wstrząsnęło, że postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Bicie, terroryzowanie, poniżanie, wykorzystywanie seksualne, znęcanie się, tresura, manipulacja, alkoholizm, niezrównoważenie psychiczne czy emocjonalne – to chyba najczęściej stosowane formy przemocy. Najbardziej powszechne. I pomimo, że temat jest nam znany nie od dzisiaj, krąży wokół niego wiele mitów. Kto z nas (ale z ręką na sercu) słysząc w TV wiadomość o dziecku znalezionym na śmietniku czy w reklamówce nie pomyślał sobie: „PATOLOGIA”? . To na pewno był jakiś człowiek z marginesu społecznego,. „Porządnych ” obywateli, którzy mają wszystko poukładane na swoim miejscu i świadomie decydują się założyć rodzinę, to nie dotyczy. Otóż, niekoniecznie.

Zawsze trudno mi było zrozumieć, dlaczego w tak wielu domach występuje przemoc. Zawsze myślałam (o naiwności!), że w kochającej się rodzinie takie zjawisko nie ma racji bytu. Skoro kocham, to nie krzywdzę. Taka jest moja filozofia życiowa. Myślę, że Ci z nas, którzy na własnej skórze doświadczyli przemocy rodzica (rodziców), dobrze to pamiętają. Jeżeli klaps czy porządne lanie to według ciebie nic złego ( w końcu go nie zabiłem/ przynajmniej dzieciak wyrośnie na „prawdziwego mężczyznę” ), to muszę cie rozczarować. MYLISZ SIĘ. Ta trauma z dzieciństwa będzie się za dzieckiem ciągnąć całe życie. Będzie bać się własnego cienia. Każdego potknięcia, każdego błędu. Jak kogoś kochać i być szczęśliwym w życiu, kiedy nie otrzymałeś tego w rodzinnym domu? Jak uwierzyć w czyjąś miłość , całkowitą akceptację i szacunek, skoro znasz jedynie poniżanie, krytykę, lekceważenie, krzyk i ZŁY DOTYK. ? Młody człowiek, który został w taki sposób skrzywdzony, wchodzi w dorosłe życie z ogromnym obciążeniem emocjonalnym i psychicznym. Cierpi nie tylko dusza, ale także ciało. Traumatyczne i nieprzepracowane wspomnienia z przeszłości – zamykają nas na innych. Obniżają samoocenę, wpychają w szpony nałogu. Pojawiają się depresja, rozpacz, myśli samobójcze (które nierzadko prowadzą do odebrania sobie życia). Dziecko doświadczające ogromu przemocy, bardzo często staje się katem dla swojej rodziny. I tak koło się zamyka. (…).

Mam świadomość, że rodzicielstwo to ciężki kawałek chleba. Nie znam absolutnie nikogo, kto wychowując swoje dzieci nie popełnił żadnego błędu. Takich cudów nie ma. Ja sama widzę takie czy inne błędy swoich rodziców, za które nadal płacę swoim życiem. Mając to na uwadze wiem, jakich postaw i zachowań unikać wobec własnych dzieci. Moi rodzice stosowali metodę kija i marchewki. Nagradzania i karania. Czy to coś dało? Częściowo tak. Dało mi to na pewno motywację do walki o dobre stopnie i udane życie w przyszłości. Ale koszta także poniosłam spore. Byłam bardzo ZALĘKNIONA. Kiedy myślę o swoim ojcu (choć wiem dobrze, że mnie kocha), pojawia się respekt, dystans, i głód miłości. Był bardzo daleko ode mnie emocjonalnie. Na poziomie podświadomym wybierałam więc mężczyzn „niedostępnych”, którzy pogłębiali jeszcze moje rany z dzieciństwa. Osobiście nie jestem zwolennikiem takich metod wychowawczych. To bardziej tresura niż nauka. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że trudno by dziecko było wychowywane „bezstresowo”. Bez bicia. Tu trzeba dużo miłości i MĄDROŚCI. Najłatwiej jest dziecku „pogrozić”, czy „dać klapsa”. Bo przeszkadza, irytuje, jest za głośno itd. To pójście na łatwiznę. Droga na skróty. Moim zdaniem karanie dziecka ma rację bytu wtedy, gdy jego działanie zagraża bezpieczeństwu i trzeba to zachowanie przerwać natychmiast. Na przykład? dziecko wybiega na ulicę. Wchodzi dziesiąty raz na zjeżdżalnię pod prąd, mimo że na placu zabaw jest tłok i w każdej chwili grozi kolizja. Wtedy kara to dobre i mądre posunięcie. Ale z tego co obserwuję, często się tego nadużywa. To jedno. Inna sprawa, że wielu „dorosłych” do bycia rodzicami zwyczajnie nie dorosło. Oto kilka antyprzykładów rodzicielstwa, na jakie natknęłam się dzisiaj. Wszystkie mocno wstrząsnęły zarówno mną, jak Wyjątkowym:


#1. NOWORODEK NA OPAŁ

Tak, moi drodzy. Do niedawno wstrząsały mną przypadki dzieci na śmietniku, pobite, pod wpływem alkoholu (bo w domu była libacja, a o dziecku się zapomniało). Jednak zachowanie tej dwójki pobiło wszystko. Nie przypuszczałam, że można posunąć się aż do tego. Pewna kobieta urodziła kolejne już dziecko. Podczas porodu przyjęła pozycję, która sprawiła, że noworodek wypadł wprost na podłogę. Nie wiedzieć czemu wstydziła się ciąży przed sąsiedztwem. Dlatego wraz z partnerem/ mężem zaniosła noworodka do piwnicy, gdzie znajduje się domowa kotłownia. Noworodek spłonął w piecu. Jak to przeczytałam, to zwyczajnie mnie zatkało. Sprawa na szczęście wyszla na jaw. W wyniku procesu sąd skazał wyrodnych rodziców na karę dwóch lat pozbawienia wolności. ( BEZ KOMENTARZA).

#2. LEKCJA POSŁUSZEŃSTWA I POKORY.

Pewien chłopiec poskarżył się w szkole kolegom, że w domu przechodzi katusze i nie chce tam wracać. Ci przekazali informacje rodzicom, a oni zwrócili się po pomoc do policji. Jak się okazało, dzieciak był katowany, tresowany i przywiązany do drzwi łańcuchem. Ojciec twierdził, że na tym polega wychowanie. Nie widzi w swoim zachowaniu żadnej winy i przekonany jest, że właśnie tak wychowuje się grzeczne dzieci. Synek był niegrzeczny, więc chciał go w ten sposób nauczyć pokory i posłuszeństwa. Mocno się zdziwił brakiem zrozumienia ze strony policji. Dostał karę pięciu lat pozbawienia wolności za znęcanie się nad dzieckiem. Został też pozbawiony prawa do opieki nad nim. Biedny chłopiec ponownie trafi do domu dziecka, w którym już wcześniej był po rozwodzie rodziców. Wtedy jednak ojciec jakoś przekonał sąd, że sprawdzi się jako samotny rodzic…

Na takie zachowania ze strony dorosłych wobec dzieci, zwyczajnie nie mam słów. Pomimo coraz większej ilości zgłoszeń przypadków przemocy domowej, oprawcy ciągle czują się bezkarni. W końcu czym są dwa lata pozbawienia wolności wobec tak wielkiej krzywdy wyrządzonej dzieciom? Niestety… dopóki sądy nadal będą tak łagodne wobec katów, nic się nie zmieni (….).

2 myśli na temat “Patologicznie, przerażająco, traumatycznie – czyli słów kilka o przemocy domowej

  1. To wszystko co opisujesz nasiliło się ogromnie podczas trwania pandemii. Dlaczego? Nie tylko z tego powodu, że osoby sprawujące przemoc są pozamykane w domach i czują w się bezkarne. Przede wszystkim całe to zamknięcie, panika społeczna wzmaga stres, agresję, wręcz wpędza w depresję nad którą niektórzy nie potrafią zapanować rozładowywując to na najsłabszych, czyli dzieciach. Zajmuję się na codzień między innymi odbieraniem dzieci i przekazywaniem ich do pieczy zastępczej. Powiem wprost, nie pamiętam by kiedykolwiek tyle dzieci trafiało do rodzin zastępczych. Nie mamy miejsc, placówki są przepełnione. A sytuacje, z których te dzieci wyciągamy.. Niestety nie mogę o tym mówić, ale historie są coraz trudniejsze, środowiska coraz gorsze. Myślę, że my ludzie już się z tego nie podniesiemy, bo przekraczamy granice, które są nie do przyjęcia.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pandemia zdecydowanie nasila całą tę przemoc. Ludzie nie mają już okazji uciec z domu do pracy, do szkoły, chociaż na spacer i wrócić, kiedy domowy kat już śpi, albo poszedł do pracy. I tak wszyscy utknęli z tymi, od których do tej pory udawało im się uciekać. Najgorsze jest to, że z takiego błędnego koła przemocy i tresury nie da się wyrwać- bo kobieta za mało zarabia, by zabrać dzieci w bezpieczne miejsce, bo mieszkanie należy do tego, który znęca się nad rodziną, bo ci, którzy doświadczają przemocy mają podobne doświadczenia z domu rodzinnego i myślą, że to ,,normalne” i we wszystkich domach tak jest, bo wychowujemy dziewczynki na potulne i ukległe, więc potem myślą, że ta przemoc im się należy, bo może nie były wystarczająco dobre, bo kaci są coraz mądrzejsi i tresują swoją rodzinę na tyle stopniowo, że wszyscy przyzwyczajają się do tego, że jest źle i zaczynają szukać problemu w sobie, bo może to ich wina, że zdenerwowali osobę, która stosuje wobec nich przemoc.
    Patrząc po moich znajomych i na własną rodzinie, to najwięcej tresury było w rodzinach mundurowych- tam wszystkie dzieci przechodziły iście wojskową musztrę. Przemoc fizyczna była raczej w domach, gdzie był niższy poziom wykształcenia, ale również w rodzinach, gdzie mężczyzna był jedyną zarabiającą osobą i nie wolno było na niego donieść, bo zagrażałoby to jego karierze (zawody związane z kontaktem z ludźmi jak sędzia, czy nauczyciel).
    Nie wiem, co ci ludzie mają w głowach, żeby tresować rodzinę ,,dla jej dobra”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s