kontrowersyjne

Nazywam się Sarco i pomogę ci umrzeć.

Witaj, biedna istoto, zwana człowiekiem.


Mam na imię Sarco i jestem specjalnie zaprojektowaną kapsułą, która została powołana do istnienia w celu realizacji pięknej i niezwykle humanitarnej misji: zrobić wszystko, aby zmniejszyć ogrom Twoich cierpień i pomóc Ci umrzeć. Trwająca pandemia koronawirusa sprawiła, że coraz więcej ludzi przeżywa różnego rodzaju dramaty, takie jak utrata pracy, śmierć najbliższych osób, liczne rozwody, psychiczne traumy, przewlekły stres wynikający z obawy przed zakażeniem oraz rozpacz, która często prowadzi do ciężkiej depresji oraz aktów odebrania sobie życia. Nawet Światowej Organizacji Zdrowia z żalu pęka serce, kiedy na swoim biurku widzi kolejne grube dossier z milionami kolejnych nadmiarowych ludzkich zgonów. Martwi ją fakt, że coraz więcej ludzi przestało radzić sobie z własnym życiem. Skala problemów jest przytłaczająca, a nadziei na lepsze jutro coraz mniej. Mój twórca, dr. Philip Nitschke (znany aktywista od lat walczący o prawo do eutanazji) nie mógł biernie na to wszystko patrzeć. Jest bowiem bardzo wrażliwy. Doszedł do wniosku, że tak nie może być. Człowiek nie został przecież stworzony do cierpienia! Powinien się cieszyć się pełnia życia i radości. Po latach wnikliwych analiz, wymyślił w końcu sposób, który zdejmie z cierpiącej osoby to okrutne brzemię. Tak powstałam Ja. Szwajcarska, sterowana od wewnątrz maszyna marki Exit International, która ma Ci ułatwić odejście z tego nędznego świata.

Z tego co usłyszałam od mojego Taty, Wy-ludzie najbardziej boicie się odchodzić w samotności i w bólu. Zostałam więc stworzona w taki sposób, byś mógł umrzeć szybko i bezboleśnie. Jak to się odbywa? Bardzo prosto: wchodzisz do mojego wnętrza, zamykasz kapsułę, siadasz wygodnie i wciskasz guzik. Po jego aktywacji do komory w której jesteś zamknięty, gwałtownie pompowany jest azot, co prowadzi jak dobrze wiesz – do redukcji tlenu. Gdy będzie go zbyt mało, po prostu stracisz przytomność i już więcej się nie obudzisz. Spokojnie i z godnością opuścisz ten świat, by przejść do innej rzeczywistości, w której nie ma cierpienia. To chyba atrakcyjna oferta, prawda? Jaki jest sens doświadczać tylu cierpień, głodu, wojen, dyskryminacji z powodu poglądów czy niepełnosprawności, aktów przemocy oraz niesprawiedliwości, podczas gdy możesz sobie tego zaoszczędzić? Nie musisz przez to wszystko przechodzić. Masz WYBÓR. (….)

W taki oto niekonwencjonalny sposób postanowiłam poruszyć dziś u siebie temat trudny i szalenie ważny, jakim jest śmierć na życzenie. Tego typu „wynalazki” ogromnie mnie bulwersują i budzą we mnie ogromny sprzeciw. Jak twierdzi twórca tego niezwykłego projektu- „śmierć na własnych warunkach nie jest przywilejem. To prawo. Powinni je mieć nie tylko ludzie najciężej chorzy, ale wszyscy dorośli o zdrowych zmysłach, tych, którzy mogą podejmować racjonalne decyzje o samobójstwie”. Od kiedy to decyzja o samobójstwie jest RACJONALNA? I to mówi lekarz, którego misją jest podtrzymywanie i ratowanie życia ludzkiego! Wprost nie do wiary! A gdzie ludzkie prawo do życia? O tym już twórca zapomniał? Jakim prawem ktokolwiek ma wyrokować komu wolno żyć, a kto powinien odejść i kiedy?. Niebywałe, jak ten świat chyli się ku upadkowi. Czyżby australijski artysta i doktor w jednym chciał przerosnąć w swoich osiągnięciach samego dr Mengele? Smutny jest obrazek współczesnego świata. W moich oczach zawód lekarza z dnia na dzień coraz bardziej traci autorytet…..I może w tym miejscu zamilknę…Czasami lepiej ugryźć się w język, niż powiedzieć za dużo….



A Wy? Co o tym myślicie?

LINKI:

https://geekweek.interia.pl/technologia/news-maszyna-do-samobojstw-legalna-w-szwajcarii,nId,5690777?fbclid=IwAR2dHGMjp0l0zt4NxscAzhRCyhuz2_m2RkHnMjaRe0FskyWvOfXw7_kFSNc

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2021-12-07/szwajcaria-zalegalizowala-kapsule-do-umierania/?fbclid=IwAR2mnLooSAkKuQSQPUJqzp4Vu-UFrqKIf9kGHD5F7WJ2OUHTmxCEdlaQ7Fg

https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177344,23744961,dr-philip-nitschke-smierc-na-zadanie-to-podstawowe-prawo-czlowieka.html

https://www.termedia.pl/mz/Philip-Nitschke-Smierc-na-zadanie-to-podstawowe-prawo-czlowieka,34292.html

14 myśli na temat “Nazywam się Sarco i pomogę ci umrzeć.

  1. Sądzę, że możliwość skróceniu cierpienia przynosi wielu osobom pociechę, niekoniecznie oznacza, że zaraz ktoś będzie chciał popełnić samobojstwo. Sama kocham moje życie i jestem jak najdalsza od myślenia o śmierci jako wybawieniu, zresztą nie wierzę w zaświaty i uważam, że z ostatecznym pożegnaniem zawsze się zdąży, a spieszyć się nie ma do czego. Niemniej pomysł zakazywania eutanazji na gruncie np. wiary (cudzej) jest dla mnie nie do przyjęcia. Każdy musi sam rozsądzić, czego chce, jeśli bierze w tym pod uwagę rady i uczucia bliskich osób, to dobrze. Reszta zatroskanego towarzystwa nie ma żadnego znaczenia.

    Polubione przez 3 ludzi

  2. Człowiek powinien mieć wybór odejścia na własnych warunkach. Dlaczego ktoś w imię swoich racji ma mi czegoś zakazywać. Zresztą w Polsce jest eutanazja, tyle że ukryta. I nie tylko w szpitalach, gdy jednemu dadzą nerkę, czy drogie lekarstwo, a drugi musi umrzeć, choć nie chce. Ks. Kaczkowski też podpowiadał i inni. Problem nie tkwi w kapsule, a w cenie…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie do końca wiem, co o tym sądzić. Z jednej strony, mając ze sobą chuśtawkę nastrojów i w przeszłości wielki strach przed funkcjonowaniem pośród ludzi, uważam, że osoby cierpiące, bez nadziei, nie będą w stanie podjąć racjonalnej decyzji, że ,,tak, na pewno chcę odejść z tego świata”. Z drugiej strony, pamiętając moją chorującą na raka babcię i chorującego na raka dziadka, którzy płakali z bezradności, a potem tylko leżeli na łóżku, rozkładając się od środka przez raka, nie umiałabym im odmówić odejścia z tego świata miesiąc wcześniej, żeby nie musieli docierać do momentu, w którym świat zedrze z nich resztki godności. Bogu nie udała się starość i śmierć. Ale z trzeciej strony zastanawia mnie” kiedyś buły wojny, bieda, głód. Moi dziadkowie żyli w tamtych realiach i jakoś nie pamiętam, żeby masowo popełniali samobójstwa. Czy teraz jesteśmy słabsi, że tak szybko nie potrafimy sobie radzić ze światem? Czy teraz jemy takie śmieci, że nasze ciało nie potrafi podtrzymywać naszej psychiki na normalnych obrotach? Jestem zbyt ciekawska, żeby kiedykolwiek popełnić samobójstwo- mimo kilku epizodów supernienawiści do siebie i poddania się, więc nie umiem sobie wyobrazić, kto by korzystał z tej maszyny do kontrolowanego samobójstwa. Ale bardziej czy to etyczne czy nie, to zastanawia mnie, dlaczego jesteśmy psychicznie słabsi niż nasi dziadkowie…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie jesteśmy psychicznie słabsi, choć sami dziadkowie nas w tym utwierdzają. Dawniej nawet rozmawianie o samobójstwach było zakazane, o ludziach, którzy je popełnili kłamano w rodzinach, że umarli na „coś” i nawet będąc dzieckiem samobójcy można było sobie nie zdawać sprawy z tego jak umarł rodzic. Poza tym słabe funkcjonowanie najmłodszego pokolenia to jawny objaw słabego funkcjonowania opiekunów. Teraz po prostu młodzież więcej mówi o swoich słabościach, nie robią tego nasi rodzice i dziadkowie, ale to niczego nie zmienia – i tak są pełni nienawiści, lęku, kompulsji, zwątpienia. Inne są jedynie objawy złego samopoczucia – zamiast otwierania się i szukania pomocy, starsze pokolenia piją, latają do kościoła albo mają ataki sprzątaczko-gotowaczki i histerycznego dostosowywania się do otoczenia (obłuda), ale cierpią dokladnie tak samo. Pozdrawiam.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Może i cierpią tak samo, ale inaczej sobie z tym radzą- radzą sobie lepiej, bo wynik był taki, że samobójstw było mniej- nawet jeśli powodem był zakaz i uważanie tego za tabu- to mimo wszystko dobrze, że było ich mniej (ok, może mniej było, bo wszystkie zgłaszano jako śmierć naturalna). Mam wrażenie, że nie zawsze to rozbuchane rozmawianie o emocjach i chodzeniu na terapie wychodzi nam na dobre. Ja jak zacznę się tak nakręcać i drążyć dlaczego czuję się tak jak się czuję i zaczynam nazywać te swoje negatywne emocje, jak podręczniki polecają, to czuję się jeszcze gorzej- wtedy buduję świadome poczuciem, że naprawdę jest źle. Dwa lata temu, kiedy miałam dwie prace i przygotowywałam się do testów językowych, to byłam jakby szczęśliwsza, bo nie miałam czasu usiąść i zastanawiać się nad tym, czy jest mi źle czy nie. Teraz mam ten czas i zaczynam ,,filozofować” i doszukiwać się problemów 😀
        Na pewno znerwicowani opiekunowie przekładają się na zalęknione dzieci, ale jest też druga tendencja- dzieci z idealnych rodzin nie potrafią sobie z niczym radzić, bo zawsze było idealnie pod ich kloszem i teraz każdy problem urasta do rangi tragedii, którą trzeba wałkować na rozmowach ze wszystkimi wokół (widzę to po Australijczykach, którzy byle przeszkodę traktują jako powód do rozpaczy i biegnięcia na terapię). Dlatego na serio twierdzę, że nasi dziadkowie byli trochę silniejsi- nawet jeśli działo się to przez wyparcie, albo rzucenie się w wir pracy, albo przez przymus,, muszę sobie poradzić „. Jeśli poczucie obowiązku, że muszę się ogarnąć i nie mam prawa się zabijać, uratowałoby mnie albo osobę mi bliską, to ten przymus jest dobry moim zdaniem.
        Z tym samobójstwem to trochę podobny temat jak zwiększająca się liczba rozwodów- kiedyś nie było wolno i małżeństwa były z rozsądku. Teraz zamiast nad związkiem pracować, to ludzie wywalają go do kosza, bo,, po co mam się męczyć”. Niby nasi dziadkowie nie byli ze sobą szczęśliwi, ale my też w swoich związkach nie jesteśmy, mimo że zmieniamy je co 2 lata, bo nareszcie mamy takie prawo. Dlatego obawiam się, że to samo będzie z samobójstwem- kiedyś to było tabu i ludzie byli nieszczęśliwi, ale teraz mogą i obawiam się, że nadal będą nieszczęśliwi, bo problem nie leży w tym, czy nam wolno je popełnić i o nim rozmawiać. Problemem jest to, że nam aż tak źle, że chcemy się zabić i chciałabym, byśmy rozwiązali ten (tak, wiem, jak ktoś jest chory i cierpi fizycznie, to się nie da), ale bym chciała, żeby dało się go rozwiązać.

        Polubienie

        1. „Bieganie” na terapię … terapeuci leczą dusze, nie ma w tym nic złego. Jak nas rozwalają nasze własne myśli, to nie jest dobrze. Nie pójście na terapię w takiej sytuacji nie jest siłą, tylko słabości maskowaną patrzeniem z góry na tych, którzy na terapie chodzą.

          Dawniej ludzie mieli problemy i też sobie z nimi nie radzili, wiemy to, bo ich dzieci z tymi samymi problemami nie umieją sobie radzić. Czyli rodzice i dziadkowie 1) zmarnowali całe życie nie znajdując odpowiedzi na pytanie, jak naprawić to, co kuleje, 2) w związku z czym nie mogli przekazać tej wiedzy dzieciom, które być może odziedziczyły ten sam feler. Matka sprzątała histerycznie i córka sprząta histerycznie … wniosek: wcale nie chodziło o możliwość rozwodu. Problemem jest stan psychiczny, nie to czy jest się w związku (bez względu na to, czy to byle jaki związek, ten sam przez 50 lat, albo nowy i nieudany co roku). Kiepskie relacje z otoczeniem to objaw. Można oczywiście dojść do wniosku, że dawniej ludzie byli silniejsi, bo przynajmniej przykrywali swoje popierniczenie nadmierną produktywnością, ale to zmyła oparta na fałszywym założeniu, że produktywność jest dobrem nadrzędnym. Tymczasem każdy z nas umrze, czy produkował czy nie produkował. Dobrem nadrzędnym jest poczucie zadowolenia. Bo jest jedna okazja ku temu i powtórki nie będzie.

          Więc … warto szukać pomocy, zamiast rozkminiać kto jest silniejszy, i czy dawniej ludzie byli silniejsi. Jest to, co jest. Jak jest ujowo, to trzeba dociec dlaczego, i tak jak, gdy zepsuje się nam samochód, rozmawiamy o tym z mechanikiem, tak słabując emocjonalnie idziemy pogadać o tym do lekarza od emocji.

          Dodam jeszcze, że samobójstwa to problem społeczny, ale nie rozwiąże się go zakazami, straszeniem i religijnym nadymaniem się. Rozwiązać go mogą specjaliści w temacie, także z pomocą farmakoterapii. A ponieważ temat jest ciężki jak na radosny początek roku, to już kończę ględzić i macham przyjaźnie. Miej się dobrze. Pozdrawiam.

          Polubione przez 2 ludzi

          1. Zgadzam się, trzeba sobie pomóc (jeśli umie się schować dumę do kieszeni, ja nie umiem i nie poszłabym do psychologa). Dobrze, że szukamy przyczyn, ale mimo tylu dróg ratunku jesteśmy nadal smutni. Wydaje mi się, że czasami wynika to z naszej chemii mózgu, nawet nie z traum czy innych realnych przyczyn (tego psycholog nie naprawi, chyba że lekami na całe życie). I mimo że możemy teraz szukać pomocy i rozmawiać z psychologiem, to wolę być nieszczęśliwa, ale produktywna (bo to zawsze chociaż trochę mi poprawia nastrój), niż smutna i apatyczna. Dlatego wolę, kiedy ktoś nakazuje mi się trzymać w kupie- nie mówię, że inni mają to robić, bo może na nich to nie działa, może wolą obgadać to z psychologiem- ja demonizuję tę metodę, niech inni jej używają, ja broń boże nie chcę. Dlatego tak mnie interesuje, jak moi dziadkowie trzymali się w kupie, bo chcę podążać ich metodą. Moje dzieci czy przyjaciół pewnie zachęcałbym do rozmowy z psychologiem, bo widzę po innych, że to działa, ale siebie mierzę inną miarą i w rozmowie z psychologiem widzę osobistą porażkę. Psycholog nie jest dla wszystkich.
            Również pozdrawiam. Czy ja wiem czy temat jest ciężki- samo życie i kształtujące nas doświadczenia. Tak czy siak- wszystkiego dobrego.

            Polubione przez 2 ludzi

            1. I bardzo dobrze, że odnosisz to do swojego życia – każdy sobie radzi jak może. Bardzo często wynika to z chemii mózgu, niedorobione relacje to pokłosie tej chemii. No a chemię się dziedziczy + jeśli rodzice sobie z tą chemią nie radzili (czyli radzili problematycznie … alkohol, i inne holizmu, w tym pracoholizm, czy nadmierna religijność (nie jest przypadkiem, że tak duży odsetek alkoholików, gdy odstawia picie, zaczyna kościółkować)), to robi się trudno. Staram się mimo wszystko pisać ogólnie, nie namawiając nikogo do niczego. Bo nikt za mnie mojego życia nie przeżyje, więc najpierw mam swoją robotę do zrobienia 😉 Niech nam się żyje dobrze.

              Polubienie

              1. Z jednego,, holizmu” w inny, tak błędne koło. Ja tam lubię poczytać, jak sobie radzą inni, bo jest skończona ilość metod, jak można rozwiązać problem, więc w końcu kiedyś trafię na dobrą metodę poleconą przez kogoś- takie czytanie to inspiracja.
                Ale ja nie o tym- miałam podziękować, że nasza rozmowa uświadomiła mi mój pierwotny problem. Jakoś tak zainspirowała mnie do przypomnienia sobie najwcześniejszego wspomnienia z dzieciństwa i doznałam olśnienia 😀 Haha, lepsze niż psychoterapia, dlatego dziękuję za wywołanie we mnie tego olśnienia!

                Polubione przez 1 osoba

  4. O tej kapsule czytałam już kilka lat temu, dawno przed koronawirusem. I dla mnie ten wynalazek powinien dostać Nobla, choć sam w sobie nie jest wielce skomplikowanym urządzeniem. Patrzyłam na cierpienie dziadków, kiedy odchodzili z tego świata w ogromnych cierpieniach spowodowanych wyniszczającymi nowotworami. Drugi dziadek odchodził równie dramatycznie, nie wiedział jak się nazywa, swoich bliskich wyzywał od najgorszych, potrafił załatwić się na podłogę, bo choroba całkowicie odebrała mu świadomość. Wtedy byłam małą dziewczynką i nie rozumiałam. Dziś, z perspektywy czasu uważam, że to cierpienie nie było im do niczego potrzebne. Cierpienie nie uszlachetnia, a człowiek ma prawo odejść z godnością z tego świata i sam powinien decydować kiedy chce to zrobić. Nikt inny nie ma prawa podejmować tej decyzji za niego, nawet najbliżsi. A taka kapsuła jest jedynie drogą do tego, by zapewnić to godne odejście. Podpisuję się rękami i nogami za eutanazją bo nie chciałabym patrzeć na swoich rodziców, którzy będą cierpieć tak jak cierpieli dziadkowie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s