Recenzje

Nazywam się Eddie. Przeżyłem Holocaust.

Uwielbiam w ludziach ich autentyczność. Unikatowość. Transparentność. Szczerość. Dlatego też bardzo chętnie sięgam po literaturę faktu. Za każdym razem, kiedy w moje ręce wpada jakaś ciekawa lektura, znikam na ładnych kilka godzin. Dotychczas przeczytałam już wiele interesujących biografii, jednak historia Eddiego jest absolutnie wyjątkowa. Napisana przez niego książka tak mocno mnie poruszyła, że postanowiłam się nią z Wami podzielić (tym bardziej, że sam prosi o to swoich „nowych przyjaciół”). Na rynku pojawiło się już wiele różnych publikacji na temat Holocaustu. Jednak po tą pozycję naprawdę warto sięgnąć, gdyż po jej przeczytaniu nic już nie będzie takie samo. Dlaczego? Bo pomimo ogromu cierpienia, bije z niej światło. Wiara, nadzieja, miłość oraz przyjaźń -zwyciężaja.

Kim zatem jest Eddie? Oddaję mu głos

Mój drogi Nowy Przyjacielu!
Przeżyłem 100 lat i wiem, co to znaczy patrzeć złu w oczy. Wiem, jak to jest, kiedy w oczy spogląda zło. Widziałem najgorsze oblicze ludzkości, horror obozów śmierci, wysiłki nazistów, żeby pozbawić mnie i moich pobratymców życia. Jednak teraz uważam się za najszczęśliwszego człowieka na ziemi. Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednej rzeczy: życie może być piękne, jeśli się je takim uczyni. Moi drodzy przyjaciele, nazywam się Eddie Jaku i stoję tu dziś przed wami jako ocaleniec z Holocaustu i świadek najbardziej przerażających czasów w historii ludzkości. Byłem młodym, dumnym Niemcem. Myślałem, że to najlepsza kultura, która mogła być dana młodemu człowiekowi jak ja. Jak bardzo byłem w błędzie…
(fragment słynnego na całym świecie wystąpienia na TEDx)

Eddie Jaku (a właściwie Abraham Solomon Jakubowicz) urodził się w 1920 roku w Lipsku w dużej, kochającej się rodzinie. Nie tylko był, ale też czuł się przede wszystkim dumnym Niemcem. Pierwsze reperkusje zmieniających się nastrojów w kraju odczuł, gdy wyrzucono go ze szkoły jedynie za żydowskie pochodzenie. Dzięki zaradności swojego ojca mógł kontynuować edukację w technikum inżynierii mechanicznej w Tuttlingen. Żeby jednak to nastąpiło musiał poświęcić swoją tożsamość oraz rodowe nazwisko, a także spędzić kilka lat z dala od najbliższych. Bohater aż trzykrotnie otarł się o komorę gazową, a jednak przeżył. Przypadek Eddiego pokazuje, jak szalenie ważny jest świadomy wybór swojej drogi kariery. Jako młody człowiek z pewnością nie przypuszczał, że jego zawód uratuje mu kiedyś życie. Był po prostu ekonomicznie użyteczny dla zwolenników Hitlera. Wiele razy mógł zginąć, jak wielu innych, a jednak tak się nie stało. Tę lekcję powinien odebrać każdy młody człowiek. Ilu z nas pracuje w swoim zawodzie z powołania?. Raczej niewielu. Zazwyczaj bierzemy co jest (i to za psie pieniadze). Tymczasem Eddiego ocaliły od zagłady zdobyte umiejętności!. Pomimo tak traumatycznych doświadczeń nie udało się w młodym człowieka zgasić hartu ducha, woli życia oraz człowieczeństwa. I właśnie to jest w tej książce najpiękniejsze: bohater nie tylko przeżył piekło obozów koncentracyjnych, ale też zalożył kochającą się rodzinę. Doczekał wnuków i prawnuków. I do końca swoich dni czynił dobro.

MOJA OCENA: 10/10.

7 myśli na temat “Nazywam się Eddie. Przeżyłem Holocaust.

  1. Mnie też takie historie zatrzymują w biegu.
    Wspomnę tu naszego Józefa Szajbę, wybitnego człowieka teatru, który trzykrotnie był w celi śmierci jako więzień Oświęcimia.
    Z tym doświadczeniem podzielił się z papieżem Benedyktem podczas jego wizyty w obozie. We dwóch weszli do tej celi

    Polubione przez 1 osoba

  2. Młodzi ludzie powinni raczej podążać za statystykami i wybierać zawody poszukiwane, zawody, w których brakuje rąk do pracy, a nie podążać za powołaniem. Nawet najbardziej natchniony artysta nie będzie miał co robić w świecie, jeśli potrzebujemy akurat odbudować planetę i potrzeba nam inżynierów i lekarzy.
    Co do pana Eddiego, to bardzo podziwiam. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że każdy z nas ma pewnien poziom szczęścia, do którego wraca po jakimś czasie- nie ważne, czy poważnie zachorował, przeszedł przez okropieństwo, wyzdrowiał czy wygrał w totolotka. Prawda jest taka, że jesteśmy na tyle szczęśliwi, na ile ,,pozwala” nam nasz charakter, pojmowanie świata, chemia mózgu i wrażliwość układu nerwowego. Dlatego jedna osoba nawet po Holokauście będzie się uśmiechać, a druga nawet po otrzymaniu 20stu milionów złotych nadal będzie płakać. I na ten swój ,,domyślny poziom szczęścia” nie mamy wpływu- możemy się sztucznie nauczyć ,,doceniać każdą drobnostkę”, ale to nie będzie poczucie wewnętrznej radości i spokoju ducha, tylko przekalkulowane ,,tak, ta chwila jest fajna”.

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s