kobieco

Miłe złego początki. Kiedy zaręczyny kończą związek.

Choć jestem już mężatką półtora roku, doskonale pamiętam moment naszych zaręczyn. To było końcem listopada. Jechaliśmy razem autobusem nr 48, w którym to rok wcześniej się poznaliśmy. Było całkiem zwyczajnie. Sypał śnieg. W pewnym momencie między nami zapadła niezręczna cisza. I wtedy TO się stało. Odpowiedziałam pytaniem na pytanie (z błyskiem w oku i szerokim uśmiechem), by przez te kilka sekund potrzymać go nieco w niepewności. Kiedy rozwiałam wszelkie jego wątpliwości mówiąc TAK, na moim palcu natychmiast pojawił się śliczny złoty pierścionek z cyrkoniami w kształcie serca. Czasami wracam do tej magicznej chwili, która nieustannie wywołuje we mnie wzruszenie i radość. Jednak nierzadko zdarza się, że zaręczyny kończą dobrze rokujący związek. Jednym z powodów tak zaskakującego dla Panów obrotu spraw, jest…..wartość materialna owego pierścionka.

O gustach się nie dyskutuje. Wybór pierścionków zaręczynowych jest przeogromny, a ceny dość wyśrubowane. Jednak oświadczyny to wyjątkowy moment. Skoro mężczyzna darzy swoją wybrankę wielkim i płomiennym uczuciem, to może warto to zaakcentować wyborem odpowiedniej biżuterii?….Panowie nie rozumieją niestety wagi tego symbolu. Tymczasem to, jaki wręczasz kobiecie pierścionek, w pewnym sensie Ciebie określa. Możesz się z tym nie zgadzać, ale tak po prostu JEST. Otrzymany pierścionek ma udowodnić przyszłej żonie, że jej mężczyzna jest gotowy na założenie rodziny nie tylko pod względem emocjonalnym, ale też materialnym. I właśnie dlatego nie powinien być on jednak zbyt tani… Dla normalnej kobiety pierścionek zaręczynowy to coś o wiele głębszego niż tylko śliczna ozdoba, którą może pochwalić się przed koleżankami. To także „wycena” jej osoby oraz prognoza dalszego życia u boku przyszłego męża. Cena poniżej 300 -500 zł (w przypadku dobrze zarabiającego mężczyzny) daje kobiecie bardzo czytelny sygnał:

„Ten facet absolutnie nie nadaje się na mojego męża”.

„To zwykły skąpiec. Oszczędza na pierścionku? będzie także skąpy w okazywaniu uczuć”

Ok. Powyższy przykład mogę zrozumieć. Facet zarabia powiedzmy… 8000 (lub więcej) na rękę, a mnie wycenia na 400 zł. Co innego, jeśli facet nie ma zbyt dobrej sytuacji materialnej, a naprawdę głęboko kocha swoją partnerkę i dobrze ją traktuje. Naprawdę warto się zastanowić, co jest dla mnie ważniejsze: ładna błyskotka na serdecznym palcu, czy może satysfakcjonujący oraz trwały związek?. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach naprawdę bardzo trudno jest trafić na właściwą osobę, przy której się zestarzejemy… Niektóre kobiety dociekają, ile tak naprawdę jest wart jej pierścionek. A kiedy odkryją prawdę, są rozczarowane, oburzone i rozważają całkowite zerwanie z naprawdę świetną osobą. Ja nie pytałam o cenę swojego. Wolałam nie wiedzieć. Tym bardziej, że moment zaręczyn był niezwykle emocjonujący dla nas obojga. Tak, drogie Panie. Dla mężczyzn to naprawdę bardzo stresująca chwila Mój ślubny dobrze znał moje uczucia. Mimo to obawiał się, że kiedy się dowiem, ile wydał na pierścionek zaręczynowy, jeszcze się rozmyślę. Nic takiego się jednak nie stało. Dlaczego? Z prostych powodów. Po pierwsze – o wiele ważniejsze jest dla mnie to, jak mój partner mnie traktuje oraz jak się przy nim czuję. Po drugie – sama organizacja wesela generuje gigantyczne koszty. I wreszcie po trzecie, najważniejsze: mój mąż jest o wiele więcej wart, niż wszystkie pierścionki razem:)


A Wy?
Co o tym myślicie?

24 myśli na temat “Miłe złego początki. Kiedy zaręczyny kończą związek.

  1. Ja sobie pierścionek wybrałam sama. Mało we mnie romantyzmu, a i posiadam problematyczny paluch serdeczny rozmiar 8. Nie wszystkie podobające mi się pierścionki dało radę machnąć w tym rozmiarze. Za to zaoszczędziliśmy na weselu, ani ja, ani mąż nie potrzebowaliśmy imprezy, aby pospraszać rodziny z którymi za bardzo nie gadamy. W styczniu minęła nam 8 rocznica ślubu i póki co nadal się dogadujemy, więc ten ślub to wcale nie taki strzał w kolano ;p

    Polubione przez 2 ludzi

    1. U nas niestety zakończyło się to strzałem w kolano. Większość zaproszonej rodziny (tej niby najbliższej, bo ślub w dobie pandemii był kameralny i skromny) totalnie nas olała. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, że tak to będzie wyglądać, olalibyśmy rodzinę i sprosili naszych wieloletnich przyjaciół. A tak – przynajmniej dowiedzieliśmy się kto jest kim w rodzinie i komu na nas naprawdę zależy…

      Polubienie

  2. „Dla normalnej kobiety pierścionek zaręczynowy to coś o wiele głębszego niż tylko śliczna ozdoba …” Czyli nie jestem normalną kobietą 😁, nie przykładam wagi do takich rzeczy. Pierścionek zaręczynowy wskazałam przyszłemu mężowi sama, nie dbałam o wycenę, ważne było to, co mi się podoba. Na dodatek ta gotowość „materialna do założenia rodziny” … a czy kobieta nie powinna myśleć o swojej własnej „gotowości materialnej”?. Małżeństwo od jakiegoś już czasu przestało być układem pokrewnym prostytucji (przynajmniej jest taka możliwość, choć rozumiem, że ludzie mają różne pomysły na sfinansowanie swojego życia, ich wolna wola). Czy wyobrażam sobie zaręczyny bez pierścionka? Tak. Oraz małżeństwo bez zaręczyn. Oraz wieloletnie satysfakcjonujące partnerstwo bez małżeństwa.

    Polubione przez 2 ludzi

      1. Szokiem? Niekoniecznie :). Są w moim otoczeniu osoby, które wolą na kocią łapę. Bez papierka, pierścionka i sukni. Można i tak. Ale ma to także swój minus. Z takiego „związku” o wiele łatwiej się wymiksujesz niż z małżeństwa. Niektórzy z nich wzięli bajkowy ślub kościelny, a z Bogiem i życiem wg przykazań tyle mają wspólnego, co ja z baletem czy fizyką kwantową 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        1. A dlaczego łatwość w rezygnacji ze związku jest minusem? Przecież jeśli czujemy, że chcemy związek zakończyć, to taka cecha związku jest plusem. Branie „bajkowego ślubu”, żenujące podniety sukniowe (szukanie najdroższej i najtandetniejszej bezy), lata czekania na salę i orkiestrę, ściubienie kasy, żeby schlać 200 gości to dla mnie żenua, ale … po pierwsze każdy ma swoje marzenia, po drugie, czyż osobom wyhodowanym na religijnej popkulturze nie wpycha się do głów mitu o najważniejszym dniu życia, najważniejszej nocy, wielkiej przemianie „po”? Więc co się dziwić 20-25 latkom, że nie mają własnej wizji. Nawet nie wiedzą, że mogą mieć.

          Polubione przez 2 ludzi

          1. Zgodzę się, że z małżeństwa trudniej się wykręcić, ale jest to wbrew pozorom bardzo dobra cecha związku. To nie jest tak, że każdy dokładnie wie czego chce, wszystko jest jasne i nikt nie ma gorszych dni czy wątpliwości. Dlatego uważam to za zwodnicze myślenie, że jeśli czuje się, że chce się związek zakończyć, to jest to prawdą absolutną. Teraz ludzie bardzo często ulegają złudzeniu, że jeśli źle się czują w związku, a jedna magiczna rozmowa nie zadziałała, to chcą od razu uciekać, bo ,,życie jest za krótkie, bo wszystkie poradniki mówią, żeby się nie zmuszać do tego, co nas smuci, że trzeba uciekać od relacji, które nas nie inspirują”. Dotarliśmy do punktu, w którym chcemy szybciutko coś naprawić i nauczyliśmy się, że trzeba radośnie uwolnić się od toskycznych ludzi (i często partner, z którym mamy przejściowe problemy zaczyna w naszych oczach urastać do rangi toksycznej relacji, bo przecież życie jest krótkie i szkoda czasu).
            Moi rodzice się rozstali i chwała im za to, bo byli koszmarną parą. Jednak uważam, że to dobrze, że ślub/ dziecko/ itp. zmuszają ludzi do zastanowienia się nad decyzją kilka razy i kończenia związku tylko wtedy, kiedy naprawdę wyczerpały się wszystkie inne możliwości (a nie tak jak teraz kiedy z łatwością wyrzucamy związki do śmieci przy pierwszym odczuciu, że jesteśmy w związku niespełnieni : ( ). A tak naprawdę to najsilniej spaja ludzi wspólny kredyt : )

            Polubione przez 2 ludzi

            1. Ostatnie zdanie podsumowuje „romantyzm” zbyt wielu polskich par. To widać, słychać, czuć i czytać na co dzień. Natomiast jeśli chodzi o łatwość wychodzenia ze związku, po prostu nie martwię się w tym temacie o innych, nie zastanawiam się, czy będą po czasie żałowali. To oni mają się zastanowić. To ja z kolei mam się zastanowić co robię. Tzw. „przejściowe problemy” można różnie interpretować, przy czym zauważam, że prowizorka trwa najdłużej (np. są ludzie, którzy co weekend mają ból głowy, d*py i wszystkiego, bo hormony, bo coś tam, i trzeba im to wybaczać – nie mogłabym takiej cechy tolerować u partnera, gdy się już objawi po sprytnym ukrywaniu jej do czasu ślubu). Generalnie decyzja o posiadaniu dziecka ogromnie rzutuje na to, co możemy robić w swoim związku. I rozwód nie jest tu największą tragedią, w końcu można mieć z kimś dziecko i nigdy z tym partnerem nie mieszkać. Mając dziecko od pewnego momentu np. odpada możliwość swobodnego zmieniania miejsca zamieszkania (co zdaje się nie do wszystkich dociera). Ale i tak do dyskusji lepiej nadają się cudze rozwody, a nie lekkomyślne przeprowadzki, co pokazuje, że podpierając się tematem dzieci, za mało mamy na myśli faktyczne dobro tych dzieci.

              Polubione przez 1 osoba

              1. Tak, to inni ludzie mają się zastanowić, czy chcą ze związku wyjść czy nie, ale jeśli spaja ich ślub, kredyt, dziecko, to zastanowią się porządnie, zamiast pójść na łatwiznę ,,to nara, ja uciekam”. Dlatego tutaj ślub dostaje ode mnie plus : ). Bo zmusza ludzi do podwójnego zastanowienia sie, do czegoś się chociaż przydaje.
                Te przejściowe problemy, to chodziło mi o to, że często ludzie przy pierwszej lepszej przeszkodzie zawijają żagle, bo wmówiliśmy sobie, że szkoda czasu na złe związki i trzeba natychmiast szukać dalej. Jakaś to jest nowa kultura- przestaliśmy sobie radzić z najprostszymi przeszkodami.
                Jako dziecko rozwiedzionych rodziców powiem, że to kiepskie dzielić weekendy i święta rodzinne pomiędzy dwa domy. Ale z drugiej strony bycie razem ,,dla dobra dziecka” jest złym pomysłem. I pokazuje dziecku złe wzorce wykalkulowanej ,,miłości”. Co do zmiany miejsca zamieszkania- też to przeżyłam i mimo że przeżyłam to dosyć emocjonalnie, to i tak będę głosić, że dziecko nie ma głosu w dyskusji na temat przeprowadzki i musi podążać za rodzicem. To rodzic ma znaleźć dzięki przeprowadzce lepszą pracę, lepsze środowisko, zbudować bezpieczniejszy dom, czy rozwiązać problemy finansowe. Dziecko musi się dostosować, bo jeśli dorosły bez przeprowadzki nie da rady naprawić ich życia, to będzie kiepsko, więc to dorosły ma decydujący głos i może ciągnąć dzieciaka za sobą.

                Polubione przez 1 osoba

                1. Potępianie rozwodów przy nie potępianiu przeprowadzek w najwrażliwszym dla człowieka momencie rozwoju pokazuje z jednej strony ideologizację małżeństwa, z drugiej potwierdza, że nie chodzi w tych jakże częstych w blogosferze rozważaniach o dobrostan dziecka. Bardzo często ludzie dorośli widzą problem tam, gdzie go nie ma, a nie widzą problemu, którego sami są źródłem. Sama nie mam dzieci, więc nie kontynuuję tego wątku. Podsumowując wątek główny: łatwość w wyjściu z relacji jest plusem. Oczywiście to tworzy problemy w utrzymaniu związku osobom, które są, pisząc kolokwialnie, „nie do zniesienia”. Wiem jednak z obserwacji, że każdy jest w stanie znaleźć swego. Każda osoba tzw. toksyczna ma potencjał do znalezienia kogoś, kto za chiny ludowe się nie wycofa. I tym optymistycznym (?) akcentem kończę mój wywód. Pozdrowienia 😊

                  Polubione przez 1 osoba

                  1. Tylko najlepsze jest to, że ja nie potępiam rozwodów- chyba za mało precyzyjnie się wyrażam… Jeśli relacja jest do kitu jak u moich rodziców- to powinni pójść w dwie przeciwne strony, nie ważne ślub, dziecko czy kredyt. Boję się tylko, że jeśli z relacji łatwo jest uciec, to ludzie chętnie z tego korzystają. Jeśli uciec jest tudno, to przynajmniej ludzie chętniej podejmują próby odratowania wartościowej relacji.
                    Ale faktycznie, skoro mamy aż tak bardzo przeciwny pogląd na to czy łatwość wyjścia z relacji jest dobra czy zła, to nie ma sensu przerzucać się argumentami. Więc też pozdrawiam i do następnego : )

                    Polubione przez 2 ludzi

                  2. Dla mnie – niezwykle cenny wywód :). Może nie zawsze nasze spojrzenie się pokrywa, ale to nie zmienia faktu, że te różnice pozwalają przyjrzeć się tematowi z naprawdę wielu stron 🙂
                    Serdeczności i pozdrowienia 🙂

                    Polubienie

  3. Na moim blogu opisałem swoje zareczyny sprzed ponad 50 lat. Nie wyobrażałem sobie oświadczyn bez tego rekwizytu . Wybierałem sam, chociaż w tamtych czasach wyboru prawie nie było. Podobał się i żyjemy już zgodnie tyle lat …
    Moja żona była w młodych latach u cioci w Kalifornii. Nosiła na palcu złoty pierścionek z rubinem, do czasu aż ciocia zachwyciła się nim. Cóż miała robić. Oddala go cioci ,z kwaśnym uśmiechem, na pamiątkę.
    W rewanżu otrzymała platynowy pierścionek z brylancikiem, który okazał się cyrkonią i metalem

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Wtedy były nieco inne realia niż dzisiaj… A i młodzież z tamtych czasów nie przypominała tej dzisiejszej, której wystarczy żarcie w lodówce, play station, dyskoteka i dobry seks. 🙂 Cóż….Znaki czasu :). Taka jest cena „postępu” 🙂

      Polubienie

        1. Po części na pewno tak. Rozpad związku często boli. Najbardziej cierpią na tym Bogu ducha winne dzieci. Emigracja za chlebem to jedna z istotnych przyczyn tego stanu rzeczy, choć nie jedyna. Inną – kto wie czy nie najważniejszą przyczyną zrywanych relacji – jest brak dojrzałości, samoświadomości, przepracowania pewnych trudnych życiowych doświadczeń, a w szczególności – nieuświadomione powielanie złych wzorców z rodzinnego domu. Jeśli dodać do tego roszczeniowość, egoizm, manipulacje czy brak umiejętności wzajemnego chodzenia na kompromisy – to trudno się dziwić, że bajka się kończy, a każde idzie w swoją stronę…

          Polubione przez 1 osoba

  4. Mój pierścionek zaręczynowy nie był złoty. Nie stać było męża wychowywanego przez wdowę, by z pensji nauczycielskiej kupić złoty. Ten właściwy z koralem ofiarował pięć lat później i było super. Dla mnie nie pierścionek był ważny ani huczne wesele. Dziś po latach myślę podobnie 🙂
    Serdecznosci

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ja miałam kompletnie odwrotny problem, ale rezultat był taki, że prawie z partnerem się pobiliśmy. Jestem osobą praktyczną, lubię delikatną i gustowną biżuterię, lubię ją też w kółko zmieniać, więc nie noszę jedej rzeczy więcej niż dwa razy w miesiącu (pierścionek zaręczynowy noszony codziennie mnie nudzi), a dodatkowo pracuję w laboratorium, w którym nie można nosić biżuterii ze względów higienicznych (więc musiałabym go ściągać cztery razy dziennie, kiedy do laboratorium wchodzę). Mój partner niestety uwierzył swojej mamie odnośnie tego, czego potrzeba kobietom, więc kupił mi grubaśny złoty pierścień z najgigantyczniejszym kamolem, jaki udało mu się znaleźć. I go po prostu nie noszę- jest za ogromny, za krzykliwy, bałabym się mieć go na palcu w nocy w mieście, bo jeszcze mnie ktoś napadnie, plus praca w labie mi nie pozwala. Wolałabym coś małego i pasującego do wszystkiego, a nie kulę dyskotekową na palcu. Finał jest taki, że biedny pierścionek leży w szafie, partner nie rozumie czemu ja nie chcę go nosić, bo przecież ”mamusia zawsze doradza najlepiej” i chyba jest mu przykro, że go nie noszę, bo wydaje mu się, że wstydzę się wszystkim dać znać, że się zaręczyliśmy. Marzę o tym, żeby ten pierścionek sprzedać i pozbyć się problemu. Jeśli kiedykolwiek się pobierzemy, to muszę koniecznie sama wybrać obrączki, żebym znowu nie dostała wielkiego pierścienia…
    Wydaje mi się, że panowie powinni bardzo mocno brać pod uwagę, jaka jest ich partnerka- jedna obrazi się, że pierścionek jest za tani (to wtedy, skoro chcesz z nią i tak być, to kup ten drogi), jeśli laska lubi delikatne pierścionki, to kup mały, jeśli nie znosi pierścionków z oczkiem, to kup taki pod jej gust. Trochę researchu nie zaszkodzi, bo pierścionek ma się podobać osobie obdarowanej jak z każdym innym prezentem.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ale piękne były te Wasze zaręczyny, cudowne! My też zaręczyliśmy się pod koniec listopada, choć nasze nie były może aż tak romantyczne 😄 Mój mąż nie należy absolutnie do facetów, którzy mają w sobie choć trochę romantyzmu, no ale nie można mieć wszystkiego 😄 Za to ślub był jak z bajki! 😊 Mój pierścionek kosztował 1000 zł i podejrzewam, że pomogła go wybierać ekspedientka w sklepie 😄 Znam cenę tylko dlatego, że mąż nie trafił z rozmiarem i musieliśmy go wymienić razem 😊 Czy to dużo, czy mało, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nie pomyślałabym nawet, by skupiać się na cenie. Pierścionek jest w stylu mojego męża, czyli minimalistyczny i pasujący do wszystkiego, jednak mimo to widoczny. On uwielbia taką biżuterię, która nie świeci po oczach, ale ma klasę i zawsze taką też od niego dostaję. Nawet jeśli może to nie jest mój wymarzony pierścionek to nie zastanawiałabym się nad zamianą. To jest tylko symbol, a najważniejsze jest to, co w sercu.

    Polubione przez 3 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s