refleksyjnie

Zwycięstwo i wyzwanie

Właśnie wróciliśmy z naszej pierwszej w tym sezonie górskiej wyprawy. Propozycja wyszła ode mnie i spotkała się z aprobatą oraz entuzjazmem mojego szalonego „Tygrysa”. Po krótkim researchu na naszą bazę noclegową wybraliśmy niezwykle urokliwe miejsce w Ustroniu, gdzie kiedyś przechodziłam rekonwalescencję po operacji. Zatrzymaliśmy się w „Willi Kraj” – niezwykle eleganckim i luksusowym obiekcie zlokalizowanym pośród zieleni miejskich parków. W jej pobliżu przebiegają liczne trasy rowerowe oraz szlaki turystyczne wiodące na góry Równicę, Czantorię czy Trzy Kopce. Cudownie było zostawić prozę życia w ciasnym mieszkanku i zakosztować iście królewskich luksusów! Zresztą zobaczcie sami 🙂

Finezyjna ornamentyka, wzorzyste obicia tapicerki, ekskuzywne żyrandole, luksusowy charakter, bogactwo zdobień, ręcznie rzeźbione nogi, bogate mosiężne okucia, marmurowe blaty i liczne intarsje -przed wami styl ludwikowski w pigułce

Jeśli zaś chodzi o górki, wybraliśmy czerwony szlak na Czantorię Wielką. Wysokość 995 m n.p.m. Długość trasy wynosi 3,3 km (2 godziny wspinaczki ostro pod górę). Jako że oboje z mężem pracujemy przy kompie, zdobycie szczytu kosztowało nas niemało wysiłku. Podczas wspinaczki miałam kilka momentów psychicznego kryzysu. Frustracja i zmęczenie były ogromne, a potworna stromizna nieźle dawała mi się we znaki. Na szczęście jestem uparta jak osioł i nie daje tak łatwo za wygrana. Czantoria Wielka zdobyta. Nic tak nie rekompensuje poniesionego trudu, jak zapierający dech w piersi widok.:). Ale to nie jest jedyny powód, dla którego wybieram taka właśnie formę wypoczynku. Góry mnie pociągają, gdyż pokazują całą prawdę o mnie. Uzewnętrznia się to zazwyczaj w formie trudnych, demotywujących myśli w stylu; „nie dasz rady”. Każda górska wyprawa uczy mnie na nowo życiowej pokory oraz pomaga pokonywać własne słabości i ograniczenia. Góry kształtują mój charakter, wzmacniają wiarę w siebie i pozwalają poczuć się jeszcze bliżej Boga.





Teraz czeka mnie kolejne wyzwanie. Trudny i niechciany czas. Na dniach znajdę się bowiem w szpitalu. Medycy chcą zrobić mi kolejny zabieg (wymiana baterii, cos na zasadzie rozrusznika serca). Problem w tym, że by mógł on dojść skutku, potrzebny będzie test PCR. Dla mnie to nic innego, jak emocjonalno-zdrowotny szantaż. I bardzo mnie to uwiera. Niestety jestem od tych „lekarzy -sanitarystów” całkowicie zależna. I boje się. Boję się, że jak odmówię wykonania tego testu (do czego mam konstytucyjne prawo), to dranie przestaną mnie leczyć. W końcu pandemia musi się kręcić. Do tego właśnie służą do testy. Moim zdaniem to nic innego, jak zwykła tresura. Czuję się pod silną presją. Strasznie bezradna i bezbronna z powodu całej tej sytuacji.
Wszystko w rękach Boga….

8 myśli na temat “Zwycięstwo i wyzwanie

  1. Bardzo ładna miejscówka.
    Nie przepadam za bardzo stromymi górami, bo czasami tak ciężko się wspinać, że idzie wypluć płuca, ale umiarkowanie trudna trasa, z tysiącem wyboi i kamieni jest super- szczególnie dobrze wpływa na stabilizację mięśni kostek.
    Przykro słyszeć, że nadal te koronowy test jest wymagany, myślałam, że Polska dała sobie już spokój z pandemią, nawet dziennikarze na Onecie się odczepili. Dobrze, że chcą tylko test, a nie szczepienie. Australia niestety też zgłupiała w tym temacie, więc przestałam chodzić do lekarzy, bo co wizyta, to trzeba było brać wolne godziny na zrobienie testu, a potem kolejne godziny na samą wizytę. Pracę też ciężko znaleźć, bo mimo zniesienia restrykcji, firmy ustalają sobie własne prawo. Najbardziej lubię oferty: praca całkowicie z domu, ale musisz być zaszczepiony.
    Dlatego życzę nam wszystkim cierpliwości, przecież to się musi w końcu skończyć.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Piękny widok i satysfakcja z wycieczki pewnie wielka.
    Ech, znam Twój ból, w Centrum Zdrowia Dziecka też zawsze wymagali od nas wykonania testu. Niestety, pozytywne oznaczały powrót do domu, nawet dzieci z oddziałów onkologicznych wymagających chemioterapii lub innego pilnego leczenia.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Wspaniała wyprawa 🙂 Też bym tam chciała kiedyś wypocząć w takich królewskich komnatach. Ale kurczę, szmat drogi, a ja źle znoszę dłuuugie podróże…
    Co do testu, to ja bym go zrobiła na Twoim miejscu. Z sercem nie ma żartów. Mój Tata też ma coś podobnego pod skórą (taki mały defibrylator) i niedawno musiał zmienić baterie, bo były już na wyczerpaniu. Też musiał zrobić ten głupi test, bo inaczej by go nie przyjęli. A bez tego urządzenia być może już by go nie było, bo kilka razy już go „strzeliło”, jak stracił świadomość…
    Nie ma co się bać na zapas. Trzeba działać, by sobie nie zaszkodzić. Zdrowie jest najważniejsze. Trzymaj się Joanno. Myślami jestem z Tobą 🤞

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s