refleksyjnie

Myśli kilka o ŚMIERCI

Dawno mnie tu nie było…sporo się działo i wciąż dzieje. Styczeń 2018 r. obfituje wieloma niespodziankami. Nie mogę tego wszystkiego ogarnąć. Czuję się tak, jak gdybym wkroczyła w zupełnie inny, nieznany mi dotąd świat, który uczy mnie jak żyć. Pozwala mi odkryć i poznać siebie na nowo. Jakkolwiek to brzmi, tak właśnie jest. Zaczynam spoglądać na siebie i historię mojego życia z zupełnie innej strony. Ale o tym może innym razem. MOŻE, gdyż Pan Wyjątkowy tu czasem zagląda i wolę póki co uważać na słowa. Jednak mogę Wam zdradzić, że czuję się niesamowicie, niewyobrażalnie SZCZĘŚLIWA.(…).

 

 ***************

Otwierając dzisiejszą pocztę e-mailową przeczytałam komunikat, że portal Onet – na prośbę blogerów – wydłużył czas zarchiwizowania naszych wpisów i możliwość przeniesienia się na inne platformy do końca lutego.Zerknęłam zatem w swoje archiwalia i postanowiłam przytoczyć swój jeden dawny wpis. Na  pamiątkę – bym mogła do niego kiedyś powrócić i zobaczyć, jak się zmieniałam. I wreszcie dla Was, ku refleksji. Temat do łatwych i lekkich nie należy, ale czy tego chcemy czy nie – nie sposób od niego uciec. Mowa o Śmierci, przemijaniu, kruchości naszego życia. Inspiracją do jego napisania było odejście mojej ukochanej babci 1.11.2017 r. Post zamieszczam w postaci cytatu:

 

Listopadowy miesiąc jest specyficzny. Pełen nostalgii, melancholii, refleksji…. To właśnie wtedy odwiedzamy cmentarze, będące miejscem spoczynku naszych najbliższych: rodziny, przyjaciół… Widzimy ich postaci, całe ich życie, wszelkie dobro, jakie nam ofiarowali. I w duchu pytamy siebie: dlaczego odeszli, pozostawiwszy nas tutaj, na tym łez padole? Przynosimy im kwiaty, wieńce, piękne znicze, modlitwę. Oraz to, czego nie zdążyliśmy ofiarować im za życia: Swoją miłość, którą tak trudno nam było okazać. Podziękowania. Wspomnienia. Przeprosiny oraz wybaczenie wszystkich zadanych nam ran. To, co skrywaliśmy głęboko w sercu. SIEBIE… Wierzymy , że gdziekolwiek są – już nie cierpią, lecz cieszą się radością i pokojem. I tylko płonące znicze są dla nas symbolem ich obecności pośród nas. Bo chociaż ciało zostało pochowane (bądź skremowane) – oni naprawdę są z nami. Są bliżej, niż nam się wydaje: w naszym sercu.

*******************

Rzadko myślimy o śmierci, choć jest ona nieunikniona. Prędzej czy później zapuka do naszych drzwi. Jest ona dla nas tajemnicą, misterium. Nie wiemy, kiedy się jej spodziewać, jak na nią przygotować siebie i naszych bliskich. To trudna dla nas rzeczywistość. Śmierć kojarzy nam się tylko i wyłącznie z bólem, cierpieniem, strachem, samotnością, utratą. Śmierć to gwałt zadany życiu, to jego kres. I chociaż boje się śmierci – jak większość ludzi – wierzę, że to nie koniec. Że jest coś więcej. Wierzę mocno, że śmierć jest dopiero początkiem prawdziwego życia. Jest jakby przedsionkiem wprowadzającym nas w nową rzeczywistość. Tą rzeczywistością jest zbawienie, nowy Dom, którym jest Niebo. To na pewno niezwykle cudowne miejsce, które czeka na każdego. Wybór należy do nas.

*************************

Mimo, że spotykamy się ze Śmiercią co dzień – wciąż się Jej boimy. Ma ona wiele twarzy. Umiera wieloletnia przyjaźń (u mnie tak się zdarzyło). Wypalamy się zawodowo. Niekiedy wygasa miłość we wzorowych małżeństwach z naprawdę długim stażem. Miewamy myśli samobójcze, tracimy sens życia. To także pewien rodzaj obumierania. Zdarza się, że niektórzy ludzie przeżywają śmierć kliniczną i wracają do nas. Niewiele wiemy o tego rodzaju śmierci, ale słyszymy opisy przeżyć z nią związanej: tunel, światło itp. Największy lęk budzi w nas śmierć cielesna oraz poczucie osamotnienia i wewnętrznej pustki. Tymczasem istnieje o wiele gorszy rodzaj śmierci, której powinniśmy się obawiać: śmierć duchowa. A mówiąc prościej – odłączenie od Bożej miłości . Wieczna samotność. Potępienie. Piekło.

************************

Moja Ś.p. babcia – bardzo często opowiadała mi o śmierci. O tym, że kiedyś odejdzie. Denerwowało mnie to , bo ileż o tej śmierci można? To w końcu taki dołujący temat. Wiem, że kiedyś umrze każdy z nas, ale po co to rozstrząsać? Raczej nie mamy na to wpływu, więc żyjmy tu i teraz: Carpe diem!. Co ma być – to będzie! Ale dziś wdzięczna jej jestem za to oswajanie mnie ze śmiercią. Pomogły mi te nasze trudne i szczere do bólu rozmowy, pomogła także wiara. Dzięki temu – kiedy babcia faktycznie umarła – na pogrzebie mogłam dotrzymać danej jej obietnicy: nie uroniłam ani jednej łzy, kiedy spuszczano trumnę. Było tak, gdyż patrzyłam już na tę drugą rzeczywistość – dla nas nieznaną, zakrytą. Wystarczyło mi to, że już nie cierpi. Że jest tam. Z NIM. Z Bogiem.(….)

*********************

Może zaskoczę Was tą myślą, która zmierza do puenty – ale powiem to: śmierć w kontekście czasu i ziemskiej egzystencji jest czymś cudownym, wręcz zbawiennym. Dlaczego? Ponieważ pomaga nam to życie szanować, wartościować. Gdyby nie było perspektywy śmierci, to nie szanowalibyśmy życia, nie potrafilibyśmy docenić tego, co życie daje nam każdego dnia. Gdyby nie było perspektywy śmierci w naszym życiu, to nie stanowiłoby ono żadnej wartości!. Zatem Śmierć jest dla nas pewnego ro­dzaju „szkołą” , która uczy nas jak ŻYĆ. Jest błogosławieństwem. Często nami wstrząsa, porusza , kruszy nasze serca. Ale przede wszystkim – pomaga nam – tak bardzo zabieganym – zwolnić, zatrzymać się i zadać sobie czasami pytanie: QUO VADIS? (…)

PS. Z racji, iż ONET kasuje blogi, postanowiłam ten post przenieść tutaj. Pomyślałam, że po prostu warto.(…).

PS. 2. Jak dobrze jest wrócić! Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

4 myśli na temat “Myśli kilka o ŚMIERCI

  1. Gdy zginął mój Tata (grudzień 1970 Szczecin ) na „pogrzebie” nikt nie miał prawa zobaczyć moje łzy (miałem 12 lat)… płakałem wiele nocy aby nawet Mama nie zobaczyła. Potem było jeszcze wiele śmierci. Aż przyszła moja własna. … teraz już nie muszę się zastanawiać wiem! Twoja Babcia nie umarła i nigdy nie umrze, w jakiś sposób jest obok Ciebie, nie tylko w Twej duszy i pamięci, jest! Całkiem dotykalnie! ZDROWIEJ Joasiu☺
    !

    Polubione przez 1 osoba

  2. Cieszę się i trzymam kciuki całym sercem by to trwało wiecznie. Blog.pl rzeczywiście o miesiąc przedłużył termin, ale ja już na starego bloga nie wchodzę, spędziłem tam 6 lat i teraz tylko bym doła złapał że tyle czasu za kilka tygodni zginie… A temat śmierci dziś sobie daruję, choć mam sporo przemyśleń na ten temat, ale przez grypę łeb mi pęka i ledwo na oczy widzę… Może jeszcze kiedyś naskrobię i o tym.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Szanowna Pani, to bardzo ważny dla mnie tekst. Uświadomiłem sobie, że przygotowanie moich bliskich na moją śmierć należy do mnie. Jeżeli rzeczywiście wierzę słowom Jezusa, i św Jana, to śmierć nie powinna mnie przerażać.
    Pani Babcia jest dla mnie wzorem, jak przygotować bliskich na swoją śmierć. Mało Pani pisze o Babci, z tekstu można się tylko domyśleć, że bardzo obie się kochałyście i kochacie się nadal. Nie wiem co Babcia mówiła Pani, ale na pewno, że jest przygotowana na przejście do innej, jakże wspanialszej formy życia. I co najważniejsze – Babcia nadal jest i będzie z Panią, z Wami. Nie w jakiś nieokreślony sposób w myślach i w sercu. Nie! Babcia ciągle będzie z Panią, znacznie
    intensywniej niż tutaj w życiu ziemskim, będzie Pani czuć jej obecność, może Pani z nią rozmawiać, radzić się, opowiadać, najlepiej w czasie adoracji, i może Ją Pani prosić w wiele spraw. Babcia cieszy się z Pani szczęścia, które wyprosiła dla swej Wnuczki. A to że Pani Jej nie widzi, no cóż, tak to Bóg zrobił. Świętych obcowanie to prawda wiary.
    I wzorem Babci, też będę musiał Rodzinę z tym oswajać. Mam 71 lat, i już mam bliżej niż dalej do tej innej formy życia. Dziękuje za ten ważny dla mnie pani wpis. Pozdrawiam Panią z Babcią

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s